wtorek, 17 lutego 2015

Dilerka 29

   Hassa była pół kobietą, pół wężem. Miała dwie nogi, dwie ręce... no i ogon, ale nie to przykuwało uwagę. Była cała porośnięta różnobarwną, chitynową łuską, która była głównym składnikiem proszku uzależniającego. Zabicie jej, jest zarówno dobrym utargiem, jak i okropną stratą.

   To samica! A co jeśli ma w brzuchu następne pokolenie bezcennych  pół-ludzi?! 

   Nawet podczas walki myślę o interesach, to przydatna umiejętność... Lubię mieć przy duszy trochę milionów...

   - Hasso! Znalazłaś sobie innego mężczyznę? Twoja uroda się marnuje!

   - Eriaaa... Jego nie sskszywdzisz, już nikogo nie sskszywdzisz ty chciwa ssuko...

   Instynkt macierzyński aż się z niej wylewa. Ma nowego samca i lewą rękę trzyma przy boku. O Bezimienny, Hassa jest brzemienna. 

   Wycelowałam w jej kierunku broń i nacisnęłam na zabezpieczony spust. Cyngiel stukną delikatnie, ale Hassa myślała, że strzelę. Odsunęła się, zasłaniając ręką podbrzusze. Zaklęłam pod nosem i zaczęłam się zastanawiać, ile będę musiała wydać pieniędzy na lampy grzewcze, by odchować to potomstwo. Już raz tak zrobiłam, okropna robota, ale...

   - ZŁAŹ SSTAMTĄD! - brutalnie przerwała moje rozmyślania i rzuciła w moją stronę sztylet, który nieomal pozbawił mnie ręki. Afrykańska robota, zmiana trajektorii lotu tuż przed celem - ZASSMAKUJESZ ZEMSSTY!

   Oh, spełniłam jej prośbę, zeskoczyłam z ogromnych drzwi i odbezpieczyłam broń. Nie potrzebuje już sztuczek, wiem gdzie celować, mam całkiem dobry plan.
  Zaczęłyśmy taniec, który miał nam ukazać nasze słabości. Krążyłyśmy dookoła siebie jak sępy, uważnie wpatrując się w swoje oczy. Jej aż skrzyły nienawiścią. Moje były spokojne, schowane za przezroczystymi okularami.
  Nie zauważyła kiedy odpięłam łańcuch od jednego z pistoletów. Zrobiłam to bardzo powoli.
  Liczył się efekt.
  Łańcuch z głośnym brzdękiem upadł na ziemię, dzięki czemu Hassa rzuciła w moją stronę kolejny zakrzywiony sztylet.

  Podskoczyłam najwyżej jak tylko mogłam, by go uniknąć. w powietrzu chwyciłam końcówkę łańcucha i ponownie umocowałam ją do pistoletu jednym sprawnym ruchem. Opadłam delikatnie na stopy i ugięłam kolana, by zniwelować siłę upadku. będąc jeszcze w półprzysiadzie wycelowałam broń w jej kolana i oddałam serię strzałów.

   Hassa jednak zdążyła uskoczyć. Połowicznie, albowiem jedna z zbłądzonych kul, trafiła ją prosto w ścięgno, znajdujące się za kolanem, rozrywając je wpół. Kobieta krzyknęła jak opętana- ból musiał być niesamowity. W końcu to naboje z solą święconą.

  Wykorzystałam moment, w którym podparła się na swoim długim ogonie, by ustabilizować swoją pozycję. Połowę magazynku wpakowałam w ziemię, wzbijając tumany kurzu, które zmieszały się z rozdrobnioną solą.

  Szukałam wzrokiem Hassy, powłócząc nogami po ziemi, by wzbić w powietrze więcej pyłu.
  Tylko... Gdzie podziała się moja przeciwniczka?

   - GIŃ!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trochę tak chamsko ucinam .-.
Trochę bardzo .-.
:D
 
 


niedziela, 15 lutego 2015

Dilerka 28

Ochłonęłam wybierając następną broń.

Wybrałam dwa pistolety, połączone ze sobą długim łańcuchem. moje dwa słodkie pieszczoszki, z trzydziesto-nabojowymi, potężnymi magazynkami.

Ich ciężar przyjemnie spoczywał w moich dłoniach, łańcuch zarzuciłam na szyję i modliłam się do Bezimiennego, by te wszystkie głupie walki się już skończyły. Zostało mi dwóch przeciwników. Jestem już naprawdę zmęczona.

Sięgnęłam po termos i nalałam sobie ciepłego bulionu do jednorazowego kubka i piłam zagryzając go kanapką. Miałam ochotę na piwo, ale wolałam nie ryzykować. Mocna głowa mocną głową, ale jak mi się nóżki poplączą, bo zmęczony organizm nie przetrawi tego tak szybko, to będę sobie pluć w brodę do końca życia. Czyli niedługo -_-

Pochłonęłam resztki i rozmasowałam sobie kark lufą od pistoletu.

- Chce to już skooończyyyć... Dawaj tego debila, ale już, śmigusiem, szybko Ty cztero-oka kurwo...

- Wedle rozkazu - spojrzał na mnie z obrzydzeniem i oddalił się szybkim krokiem. Coś się szykowało, chyba naprawdę chcą się mnie pozbyć. . . - Tylko niech się pani dobrze rozciągnie.

- To rada mój boski klonie? Warzyw się nie słucham, podwijaj kieckę i rób co Ci karzę.

Miałam go serdecznie dość. Działał mi na nerwy.
Wmaszerowałam zamaszystym krokiem na Arenę i przywitałam moje tępe worki mięsa, które zasiadały na widowni. Pyszne woreczki z krwią, Narzędzia w moich rękach.
Nie po to trenowałam pare-set lat, by teraz taka tłuszcza mnie nie doceniała. Mają się drzeć z podziwu i szczęścia, jakby ich ze skóry słonym nożem obdzierano -_-

Przetarłam oczy i mrugnęłam kilka razy. Założyłam okulary strzeleckie, dzięki którym żaden piach nie targnie się na moje życie. Pyłki mogą pomarzyć o doprowadzeniu mnie do płaczu podczas walki...

Wpadłam na genialny pomysł. Wspięłam się na bramę, przez którą wchodzili przeciwnicy. Dzięki temu, gdy już ktoś się wtoczy na Arenę, zyskam element zaskoczenia, znajdując się za jego plecami :D

Gdy dotarłam na sam szczyt (a to cholerstwo jest dość wysokie -,-) jeden z łuków się otworzył i na Arene wbiegła jakaś kobieta.

Zaczęła rozglądać się dookoła siebie i posykiwała jak jakiś rozwścieczony gad. Rozbawiło mnie to niesamowicie, odrzuciłam głowę do tyłu i zaśmiałam się głośno, jakbym właśnie zobaczyła dziwadło z wędrownym cyrku.

- No proszę proszę, kogóż to ja widzę! Witaj Hasso!

Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i syknęła donośnie.

- Eriaaaa... Zsabije Cię Ty smato!

- Nie wątpię Hasso, nie wątpię. Jak tam mąż? A, zapomniałam, przerobiłam go na biały proszek. Hmmm... Twoje łuski też się do tego nadadzą moja droga. Więc zasmucę Cię, to ja Cię zabiję. I jeszcze zyskam na tym krocie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z łusek meduz robi się przezroczysty proszek, który dorzucamy do dragów, żeby szaraczki się uzależniły. ~Mam nadzieję ze pamiętacie o co chodzi z tym proszkiem, jest strasznie drogi i trudny do zdobycia ;-; Dobra, macie pozdrowionka, dobranoooc ;) do zobaczenia przy następnej części :D