sobota, 9 maja 2015

Dilerka 34- Ostatnia część

   Na wstępie- tak, to ostatnia część Dilerki. Pisanie tego opowiadania sprawiło mi wiele frajdy, jego kontynuację pozostawiam waszej wyobraźni. Mam nadzieję, że czytanie tego było dla Was czymś więcej niż tylko zwykłą odskocznią. Gdy trochę odpocznę od Dilerki, mam zamiar zacząć pisać coś nowego, na pewno wstawię na tą stronę link do nowego opowiadania ;) Polecam klimatyczny kawałek jako podkład do czytania: Born of Osiris- Divergency
~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Całe życie czekałam na taką chwilę. Stałam w zacienionym pomieszczeniu, w lewej ręce miałam czerwoną dwustronną kosę, a w prawej ręce jej odbicie lustrzane, wykonane z przezroczystej krwi. Zmieniłam zabawę ludzi w krwawą łaźnię, zniszczyłam ich plany i nadzieje.

   Mam zamiar zmienić jeszcze wiele rzeczy.

   Najpierw zduszę ich pewność siebie. Że niby oni są na szczycie łańcucha pokarmowego? Kto pierwszy powiedział tak bezsensowne słowa? Jak takie larwy bez szponów, kłów i mocnych ciał, mogłyby być ponad zwierzętami i Dilerami?

   - Łucjo, Urdu, Khassi, Neronie, skończcie się temu opierać. Jesteście od nich mądrzejsi. Silniejsi. Szybsi... Stańcie za mną, zapewnię wam lepsze życie, nie będziecie musieli bronić tych debili, ryzykować dla nich życia za pieniądze.

   Zwróciłam się w stronę pozostałej szóstki Dilerów. Nie znałam ich, najwyraźniej to ta nowa beznadziejna generacja, hodowana w laboratoriach. Kiedyś byli ludźmi, teraz mogli za pomocą nabytego Fearu zaledwie udawać mocnych. Co oni potrafią? Stworzyć sztylet, miecz, nóż, prosty pistolet... I to tyle? Ja potrafię skonstruować wszystko.

   - A wy tu czego? Chcecie się przyłączyć czy będziecie dalej udawać ochroniarzy? Bronicie ludzi, którzy połowę życia trzymali was w szpitalach? Jesteście kurna upośledzeni czy macie spaczone poczucie wartości?

   Spojrzeli po sobie i pokręcili głowami. Unieśli dłonie w których dzierżyli pistolety i zaczęli strzelać w moim kierunku. Naboje rozpływały się na mojej skórze, zmywając ze mnie popiół Areny.

    - Na mnie nie działają wasze podrobione Feary. Na ludziach mogą robić wrażenie. - Machnęłam obiema kosami od niechcenia i przecięłam ich broń. - Ale nie na prawdziwych Dilerów potrzeba czegoś więcej niż te wasze żałosne pistolety...

   Z uporem, jaki mogą mieć tylko ludzie, tworzyli na nowo następne zabawki, walczyłam z nimi przez kilka minut, tnąc, tnąc i tnąc bez opamiętania... Obie kosy nawet na moment nie spoczęły w jednym miejscu. Wymachiwałam nimi z wprawą kilkusetletniej wojowniczki, pokazując na co stać najsilniejszą istotę na ziemi. Odrobina motywacji mogła mnie zmienić w naprawdę wściekłą sukę.

   Gdy rozprawiłam się z tymi amatorami, ponownie spytałam czwórkę starych przyjaciół, czy do mnie dołączą i zmienią ten świat.

   Spytali czy będzie tak jak kiedyś.

   Uśmiechnęłam się lekko i wbiłam obie kosy w drzwi, za którymi kryło się dziesięć osób, które kierują światem z podziemia.

   - Gdy wszystko się skończy, oni zginą, ich majątki spłoną, ich ludzie sczezną, a świat dowie się z kim ma do czynienia- będzie nawet lepiej niż kiedyś.


niedziela, 3 maja 2015

Dilerka 33

   Tysiące sztyletów z kwi torowało mi drogę do zacienionej szyby, za którą Vip-y siedziały sobie na swoich bogatych dupskach, myśląc że szkło kuloodporne ich obroni. Zapewne każdy przedstawiciel gangu lub Triady, miał przy sobie swojego Dilera.

   Ale ja byłam na tyle wkurwiona by się tym nie przejmować.

   Poza tym, liczyłam na to, że tamci Dilerzy mają jeszcze resztki dumy.

   Tyle lat bawiliśmy się z ludźmi w ich grę, uginaliśmy kolana, służyliśmy im, by tylko nie podnieśli swoich wojsk i by nas nie zniszczyli. Ale przecież jeśli się zjednoczymy, tak jak kiedyś, to mammy szansę na wygranie tej wojny, znów możemy władać rozległymi ziemiami, mieć ogromne wpływy i siać panikę wśród milionów bezsilnych ludzi, z ich śmieszną bronią palną.
 
   - Z drogi śmiecie... - kilku ludzi przedzierało się przez ścianę sztyletów, próbując strzelić we mnie ze swoich hałaśliwych zabawek. Od niechcenia wznosiłam ściany z krwi ludzi, którzy polegli na schodach. Naboje z plaśnięciem zatrzymywały się metr przede mną. - Nie mam na was czasu.

   Nie miałam zamiaru plamić ani czerwonej kosy, ani białej, we krwi takich parszywych debili. To zwykłe wory mięsa, potencjalne Szaraczki.

  Gdy, pozostawiając za sobą krwawe pobojowisko- dotarłam na szczyt trybun, zaczęłam uderzać całą swoją siłą w szybę. Pojawiły się na niej pęknięcia, wyglądające jak pajęczyny.

   Ocalała publika w tym czasie tłoczyła się przy drzwiach ewakuacyjnych. Na darmo. Zablokowałam je drągiem uformowanym z krwi. Gdy tylko zajmę się naszymi kochanymi Vip-ami, postaram się o to, by publika miała więcej powodów do wznoszenia okrzyków na moją cześć.

  Jedno z pęknięć przeobraziło się w zionącą słabym światłem dziurę. Szybko wyłamałam resztę ostrych kawałków szkła i wskoczyłam do środka salki, która się tam znajdowała. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam, że w cieniu stoi dziesięć postaci w czarnych strojach. W rękach dzierżyli pistolety uformowane z krwi.

  - Erio. Great Diler HeadHunter.  Krwawa Koso. Ostatnia ze starszyzny. Dilerko. Krwawy Kronosie. Opętańcu. Poskramiaczu Onych. Zatrzymaj się. - Znajomy głos mojej dawnej uczennicy.
 
   - Nie możesz iść dalej. Wycofaj się, a przedstawiciele Ci wybaczą. - Znajomy głos mojego uzdrowiciela.

   - Erio, nie rób nic głupiego, Czy cel jest wart takiego poświęcenia? Spójrz coś narobiła, tylu ludzi nie żyje. - Znajomy głos mojej uzdrowicielki.

   - Chyba nie chcesz zabić tych dziadków, prawda? Wiesz że zobowiązaliśmy się ich chronić. - Znajomy głos mojego ucznia.

   Reszty nawołujących do rozsądku głosów nie znałam. Pomniejsi Dilerzy, świeża krew, pewnie ledwo panują nad krwawymi kosami, dlatego wszyscy trzymają w ręku pistolety.

   - Niestety moi drodzy, niektórych z Was dobrze znam. Łucjo, Khassi, Neronie, Urdu, nie macie honoru? Nie pamiętacie czego Was nauczyłam? Mam nadzieję że wasza duma codziennie wam o sobie przypomina. Służycie ludziom jak szczury, słuchacie ich rozkazów, pomimo tego, że macie moc, która mogłaby rozsadzić im mózgi od środka. DILERZY POWINNI W KOŃCU PRZESTAĆ UGINAĆ KOLANA!!!

   Czterech z dziesięciu Dilerów opuściło broń. Nie stanęli po mojej stronie.

   Jeszcze nie.