niedziela, 3 maja 2015

Dilerka 33

   Tysiące sztyletów z kwi torowało mi drogę do zacienionej szyby, za którą Vip-y siedziały sobie na swoich bogatych dupskach, myśląc że szkło kuloodporne ich obroni. Zapewne każdy przedstawiciel gangu lub Triady, miał przy sobie swojego Dilera.

   Ale ja byłam na tyle wkurwiona by się tym nie przejmować.

   Poza tym, liczyłam na to, że tamci Dilerzy mają jeszcze resztki dumy.

   Tyle lat bawiliśmy się z ludźmi w ich grę, uginaliśmy kolana, służyliśmy im, by tylko nie podnieśli swoich wojsk i by nas nie zniszczyli. Ale przecież jeśli się zjednoczymy, tak jak kiedyś, to mammy szansę na wygranie tej wojny, znów możemy władać rozległymi ziemiami, mieć ogromne wpływy i siać panikę wśród milionów bezsilnych ludzi, z ich śmieszną bronią palną.
 
   - Z drogi śmiecie... - kilku ludzi przedzierało się przez ścianę sztyletów, próbując strzelić we mnie ze swoich hałaśliwych zabawek. Od niechcenia wznosiłam ściany z krwi ludzi, którzy polegli na schodach. Naboje z plaśnięciem zatrzymywały się metr przede mną. - Nie mam na was czasu.

   Nie miałam zamiaru plamić ani czerwonej kosy, ani białej, we krwi takich parszywych debili. To zwykłe wory mięsa, potencjalne Szaraczki.

  Gdy, pozostawiając za sobą krwawe pobojowisko- dotarłam na szczyt trybun, zaczęłam uderzać całą swoją siłą w szybę. Pojawiły się na niej pęknięcia, wyglądające jak pajęczyny.

   Ocalała publika w tym czasie tłoczyła się przy drzwiach ewakuacyjnych. Na darmo. Zablokowałam je drągiem uformowanym z krwi. Gdy tylko zajmę się naszymi kochanymi Vip-ami, postaram się o to, by publika miała więcej powodów do wznoszenia okrzyków na moją cześć.

  Jedno z pęknięć przeobraziło się w zionącą słabym światłem dziurę. Szybko wyłamałam resztę ostrych kawałków szkła i wskoczyłam do środka salki, która się tam znajdowała. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam, że w cieniu stoi dziesięć postaci w czarnych strojach. W rękach dzierżyli pistolety uformowane z krwi.

  - Erio. Great Diler HeadHunter.  Krwawa Koso. Ostatnia ze starszyzny. Dilerko. Krwawy Kronosie. Opętańcu. Poskramiaczu Onych. Zatrzymaj się. - Znajomy głos mojej dawnej uczennicy.
 
   - Nie możesz iść dalej. Wycofaj się, a przedstawiciele Ci wybaczą. - Znajomy głos mojego uzdrowiciela.

   - Erio, nie rób nic głupiego, Czy cel jest wart takiego poświęcenia? Spójrz coś narobiła, tylu ludzi nie żyje. - Znajomy głos mojej uzdrowicielki.

   - Chyba nie chcesz zabić tych dziadków, prawda? Wiesz że zobowiązaliśmy się ich chronić. - Znajomy głos mojego ucznia.

   Reszty nawołujących do rozsądku głosów nie znałam. Pomniejsi Dilerzy, świeża krew, pewnie ledwo panują nad krwawymi kosami, dlatego wszyscy trzymają w ręku pistolety.

   - Niestety moi drodzy, niektórych z Was dobrze znam. Łucjo, Khassi, Neronie, Urdu, nie macie honoru? Nie pamiętacie czego Was nauczyłam? Mam nadzieję że wasza duma codziennie wam o sobie przypomina. Służycie ludziom jak szczury, słuchacie ich rozkazów, pomimo tego, że macie moc, która mogłaby rozsadzić im mózgi od środka. DILERZY POWINNI W KOŃCU PRZESTAĆ UGINAĆ KOLANA!!!

   Czterech z dziesięciu Dilerów opuściło broń. Nie stanęli po mojej stronie.

   Jeszcze nie. 

1 komentarz:

  1. Co tu się dzieje, jakie kokojumbo akcje ^o^
    Czekam na więcej i więcej szału ^u^

    OdpowiedzUsuń

Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)