czwartek, 30 lipca 2015

UWAGA

Założyłam nowego bloga, na którym są historie pisane przez kilka osób.
Ja oczywiście podpisuje sikę na dole Katarzyna Zduniak.
Pisze Historię Jimono i Sziran oraz Historię Kasanny.
http://legendyarnoru.blogspot.com/
http://legendyarnoru.blogspot.com/

sobota, 9 maja 2015

Dilerka 34- Ostatnia część

   Na wstępie- tak, to ostatnia część Dilerki. Pisanie tego opowiadania sprawiło mi wiele frajdy, jego kontynuację pozostawiam waszej wyobraźni. Mam nadzieję, że czytanie tego było dla Was czymś więcej niż tylko zwykłą odskocznią. Gdy trochę odpocznę od Dilerki, mam zamiar zacząć pisać coś nowego, na pewno wstawię na tą stronę link do nowego opowiadania ;) Polecam klimatyczny kawałek jako podkład do czytania: Born of Osiris- Divergency
~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Całe życie czekałam na taką chwilę. Stałam w zacienionym pomieszczeniu, w lewej ręce miałam czerwoną dwustronną kosę, a w prawej ręce jej odbicie lustrzane, wykonane z przezroczystej krwi. Zmieniłam zabawę ludzi w krwawą łaźnię, zniszczyłam ich plany i nadzieje.

   Mam zamiar zmienić jeszcze wiele rzeczy.

   Najpierw zduszę ich pewność siebie. Że niby oni są na szczycie łańcucha pokarmowego? Kto pierwszy powiedział tak bezsensowne słowa? Jak takie larwy bez szponów, kłów i mocnych ciał, mogłyby być ponad zwierzętami i Dilerami?

   - Łucjo, Urdu, Khassi, Neronie, skończcie się temu opierać. Jesteście od nich mądrzejsi. Silniejsi. Szybsi... Stańcie za mną, zapewnię wam lepsze życie, nie będziecie musieli bronić tych debili, ryzykować dla nich życia za pieniądze.

   Zwróciłam się w stronę pozostałej szóstki Dilerów. Nie znałam ich, najwyraźniej to ta nowa beznadziejna generacja, hodowana w laboratoriach. Kiedyś byli ludźmi, teraz mogli za pomocą nabytego Fearu zaledwie udawać mocnych. Co oni potrafią? Stworzyć sztylet, miecz, nóż, prosty pistolet... I to tyle? Ja potrafię skonstruować wszystko.

   - A wy tu czego? Chcecie się przyłączyć czy będziecie dalej udawać ochroniarzy? Bronicie ludzi, którzy połowę życia trzymali was w szpitalach? Jesteście kurna upośledzeni czy macie spaczone poczucie wartości?

   Spojrzeli po sobie i pokręcili głowami. Unieśli dłonie w których dzierżyli pistolety i zaczęli strzelać w moim kierunku. Naboje rozpływały się na mojej skórze, zmywając ze mnie popiół Areny.

    - Na mnie nie działają wasze podrobione Feary. Na ludziach mogą robić wrażenie. - Machnęłam obiema kosami od niechcenia i przecięłam ich broń. - Ale nie na prawdziwych Dilerów potrzeba czegoś więcej niż te wasze żałosne pistolety...

   Z uporem, jaki mogą mieć tylko ludzie, tworzyli na nowo następne zabawki, walczyłam z nimi przez kilka minut, tnąc, tnąc i tnąc bez opamiętania... Obie kosy nawet na moment nie spoczęły w jednym miejscu. Wymachiwałam nimi z wprawą kilkusetletniej wojowniczki, pokazując na co stać najsilniejszą istotę na ziemi. Odrobina motywacji mogła mnie zmienić w naprawdę wściekłą sukę.

   Gdy rozprawiłam się z tymi amatorami, ponownie spytałam czwórkę starych przyjaciół, czy do mnie dołączą i zmienią ten świat.

   Spytali czy będzie tak jak kiedyś.

   Uśmiechnęłam się lekko i wbiłam obie kosy w drzwi, za którymi kryło się dziesięć osób, które kierują światem z podziemia.

   - Gdy wszystko się skończy, oni zginą, ich majątki spłoną, ich ludzie sczezną, a świat dowie się z kim ma do czynienia- będzie nawet lepiej niż kiedyś.


niedziela, 3 maja 2015

Dilerka 33

   Tysiące sztyletów z kwi torowało mi drogę do zacienionej szyby, za którą Vip-y siedziały sobie na swoich bogatych dupskach, myśląc że szkło kuloodporne ich obroni. Zapewne każdy przedstawiciel gangu lub Triady, miał przy sobie swojego Dilera.

   Ale ja byłam na tyle wkurwiona by się tym nie przejmować.

   Poza tym, liczyłam na to, że tamci Dilerzy mają jeszcze resztki dumy.

   Tyle lat bawiliśmy się z ludźmi w ich grę, uginaliśmy kolana, służyliśmy im, by tylko nie podnieśli swoich wojsk i by nas nie zniszczyli. Ale przecież jeśli się zjednoczymy, tak jak kiedyś, to mammy szansę na wygranie tej wojny, znów możemy władać rozległymi ziemiami, mieć ogromne wpływy i siać panikę wśród milionów bezsilnych ludzi, z ich śmieszną bronią palną.
 
   - Z drogi śmiecie... - kilku ludzi przedzierało się przez ścianę sztyletów, próbując strzelić we mnie ze swoich hałaśliwych zabawek. Od niechcenia wznosiłam ściany z krwi ludzi, którzy polegli na schodach. Naboje z plaśnięciem zatrzymywały się metr przede mną. - Nie mam na was czasu.

   Nie miałam zamiaru plamić ani czerwonej kosy, ani białej, we krwi takich parszywych debili. To zwykłe wory mięsa, potencjalne Szaraczki.

  Gdy, pozostawiając za sobą krwawe pobojowisko- dotarłam na szczyt trybun, zaczęłam uderzać całą swoją siłą w szybę. Pojawiły się na niej pęknięcia, wyglądające jak pajęczyny.

   Ocalała publika w tym czasie tłoczyła się przy drzwiach ewakuacyjnych. Na darmo. Zablokowałam je drągiem uformowanym z krwi. Gdy tylko zajmę się naszymi kochanymi Vip-ami, postaram się o to, by publika miała więcej powodów do wznoszenia okrzyków na moją cześć.

  Jedno z pęknięć przeobraziło się w zionącą słabym światłem dziurę. Szybko wyłamałam resztę ostrych kawałków szkła i wskoczyłam do środka salki, która się tam znajdowała. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam, że w cieniu stoi dziesięć postaci w czarnych strojach. W rękach dzierżyli pistolety uformowane z krwi.

  - Erio. Great Diler HeadHunter.  Krwawa Koso. Ostatnia ze starszyzny. Dilerko. Krwawy Kronosie. Opętańcu. Poskramiaczu Onych. Zatrzymaj się. - Znajomy głos mojej dawnej uczennicy.
 
   - Nie możesz iść dalej. Wycofaj się, a przedstawiciele Ci wybaczą. - Znajomy głos mojego uzdrowiciela.

   - Erio, nie rób nic głupiego, Czy cel jest wart takiego poświęcenia? Spójrz coś narobiła, tylu ludzi nie żyje. - Znajomy głos mojej uzdrowicielki.

   - Chyba nie chcesz zabić tych dziadków, prawda? Wiesz że zobowiązaliśmy się ich chronić. - Znajomy głos mojego ucznia.

   Reszty nawołujących do rozsądku głosów nie znałam. Pomniejsi Dilerzy, świeża krew, pewnie ledwo panują nad krwawymi kosami, dlatego wszyscy trzymają w ręku pistolety.

   - Niestety moi drodzy, niektórych z Was dobrze znam. Łucjo, Khassi, Neronie, Urdu, nie macie honoru? Nie pamiętacie czego Was nauczyłam? Mam nadzieję że wasza duma codziennie wam o sobie przypomina. Służycie ludziom jak szczury, słuchacie ich rozkazów, pomimo tego, że macie moc, która mogłaby rozsadzić im mózgi od środka. DILERZY POWINNI W KOŃCU PRZESTAĆ UGINAĆ KOLANA!!!

   Czterech z dziesięciu Dilerów opuściło broń. Nie stanęli po mojej stronie.

   Jeszcze nie. 

środa, 29 kwietnia 2015

Dilerka 32

- Ty głupku...

  Zamachnęłam się na nacierającego na mnie trupa. Zawzięcie uderzałam w niego kijem, wyrywając z niego kawały mięsa wielkości pięści. Na początku zajęłam się twarzą, nie chciałam jej widzieć. Chciałam walczyć z powolnym truposzem bez imienia i nazwiska. Nie z byłym mistrzem, przyjacielem, rywalem... Którego kochałam jak brata.

- Mogłeś odejść w spokoju, jakoś bym to przebolała. . .

  Wbiłam mu kij prosto w środek brzucha, przekręciłam, zahaczyłam gwoździami o jelita i wyciągnęłam jednym szarpnięciem wszystkie bebechy.

   - Ale Ty jak zwykle chciałeś ze mnie zażartować...

  Truposz zamarł w miejscu. Podniósł swoje poranione ręce w moją stronę i wyszeptał:

  - Zabij mnie. 

  Łzy cisnęły mi się do oczu, ale nie pozwoliłam sobie na chwilę słabości. 
     Wzięłam potężny zamach i wbiłam mu najdłuższy z gwoździ prosto w czubek głowy. 
     Przekręciłam kij o dziewięćdziesiąt stopni i oderwałam jego głowę od reszty ciała.  

   Z sufitu posypały się wielobarwne płatki z bibułki. Przytłumione wiwaty docierały do mnie równie opornie jak słowa Elrona wiele, wiele lat temu, za czasów, gdy Dilerzy dopiero zaczęli rodzić się na ziemi, po której stąpali królowie ze starych zapomnianych pieśni. 

   Byliśmy tylko dziećmi z kilkoma talentami. 
   Szybciej biegaliśmy.
   Więcej podnosiliśmy.
   Mieliśmy nieludzki słuch i wzrok. 
   Nasze ciała regenerowały się jak na skinięcie dłonią
   Nasza krew formowała naszą broń na polach walki. 
   Mieliśmy własne królestwo. 
   ... Kiedy to było? 

   Spojrzałam na zmasakrowane ciało, na flaki porozrzucane po całej Arenie, na głowę, z której kapała przezroczysta krew, na wiwatujące worki mięsa i krwi, na czterooką kurwę klaszczącą z uśmiechem na ustach, na miejsce, gdzie zza przyciemnionej szyby Vip-y popijały drinki przez słomkę ciesząc się i pocąc z podniecenia na widok mojej walki. 

   Elronie. Bracie. Czuję ogromną nienawiść, co mam z tym zrobić?

   - Zabij ich, zabij ich wszystkich...

   Głos Elrona odbijał się echem w mojej obolałej głowie. Zmęczone ciało upadło na kolana. 
      Uroniłam jedną łzę i otworzyłam żyły w swoich nadgarstkach, formując dwie ogromne kosy, jedną czerwoną, a drugą przezroczystą, z krwi Elrona. 

   - Ja chcę...

   - Pani Erio, proszę odłożyć broń, narusza Pani zasadę numer...

   - Ja chcę was wszystkich kurwa wyrżnąć jak jebane świnie, rozumiesz szmato...?

środa, 22 kwietnia 2015

Dilerka 31- Ostatnia legalna walka

  Ostatnia broń. Największa prowizorka w dziejach Areny. Tak się kończy brak pomysłów w moim wykonaniu.

  Kij baseballowy nabity gwoździami jak pal martwymi ciałami. Mam nadzieję że przeciwnik będzie na tyle głupi i nie doświadczony by dopuścić mnie w obręb swojej bezpiecznej metrowej strefy. Wkraczając w strefę moja szansa na nie trafienie spada do 1,5%. Czyli mam największą celność. Mogę go tym kijem trafić idealnie w punkt czakralny na głowie i zakończyć tą zabawę jednym ciosem...
 
  Spojrzałam ostatni raz na swoją torbę z ekwipunkiem. To będzie moja ostatnia legalna walka. Ciekawe ilu Dilerów przeżyło. Ci, którzy szczęśliwie ocaleli zostaną wykupieni przez największe grupy przestępcze na całym świecie.

   Przedstawiciele dziesięciu głównych gangów obserwowali nasze walki, gdy ta cała farsa się skończy, zaczną nam składać niebotyczne propozycje współpracy, które obficie ubarwią pieniędzmi w gotówce, kosztownościami, nieruchomościami, stanowiskami w rządzie... Ale ja tego wszystkiego nie chcę. Mam inny cel. Skorzystam z ostatniej opcji, jaką oferuje mi wygrana. Wyzwę na pojedynek o władzę jednego z najbardziej niebezpiecznych, cenionych i obrzydliwie bogatych ludzi z wpływami na całym świecie.

  Gość jest znany jako Pożeracz dzieci. Zaczynał swoją błyskotliwą karierę od porwań. Jeśli nie wpłaciłeś okupu to... mogłeś być pewien, że twoje dziecko skończy na talerzu w jakiejś restauracji.
   Rujnował jednocześnie życie rodzinom, jak i interesy innych ludzi.

   Po prostu podpadł mi pięćdziesiąt lat temu, kradnąc całą moją działkę magicznego proszku na szaraczki.. A tyle się namęczyłam by go uzbierać...

   Otrząsnęłam się z rozmyślań i spojrzałam na zegar. Mam godzinę na pokonanie mojego ostatniego przeciwnika. To aż nadto.

   Wmaszerowałam na Arenę i uniosłam nad głowę moją broń.
 
   - Dawajcie tu tego błazna. Mam wielką ochotę skończyć już ten cyrk...

   - Jak sobie życzysz. - Czterooka kurwa otworzyła za pomocą pilota drzwi, przez które wszedł mój ostatni przeciwnik.

   Moja ręka opadła przy boku, broń wyśliznęła się z dłoni, usta otworzyły w niemym proteście. Dlaczego?

    Aleksandr Elron Gare chwiejnym krokiem wczłapał na Arenę, zostawiając za sobą krwawe ślady. Jego puste oczy wpatrywały się we mnie jakbym była przystawką. W ręku trzymał złamaną Kosę Krwi. Tą bronią walczył podczas pojedynku z Onym. Tą broń trzymał, gdy zginą. Więc co tu się dzieje? Jak to możliwe?!

  - Co to ma znaczyć...- Wyszeptałam bezradnie - Jak ja mam to rozumieć... Dlaczego?

   Niepewnie podniosłam broń z ziemi i stanęłam w pozycji obronnej.

  - Podoba Ci się? - Czterooka kurwa najwyraźniej świetnie się bawiła...- Szef zmienił plany co do Twojej ostatniej walki, gdy zobaczył że ten debil zastosował na sobie waszą sztuczkę z nekromancją. Jest teraz tępym szaraczkiem, czaisz? Niesamowite, że zdążył przed śmiercią to zeżreć!

   Jaką dawkę on musiał połknąć by od razu zamienić się w uzależnioną bestię? I właśnie dlatego dilerzy NIGDY NIE BIORĄ TEGO CO SPRZEDAJĄ! DEBIL! JAK MÓGŁ MI TO ZROBIĆ?! Niech go diabli porwą. Słyszysz Elron?! Niech Cię diabli ty debilu!

czwartek, 12 marca 2015

Dilerka 30 (yey, trzydzieści xD)

- Sama sobie giń... 

   Wystrzeliłam prosto w ogon, który zbliżał się niebezpiecznie blisko do mojej głowy. Takie uderzenie mogłoby zmiażdżyć moją czaszkę. Ale ja jeszcze mam zamiar wygrać ten chory turniej. 
Na ziemię Areny spłynęła krew pół kobiety. Usłyszałam przeraźliwy krzyk i poszłam przez popiół w jego stronę. 

   Kobieta wiła się na plecach trzymając swój rozharatany ogon w rękach. 

   Nie pozostało mi nic innego, jak wyciąć zawartość jej brzucha, zedrzeć z niej zapas łusek i dobić, po tych wszystkich upiększających zabiegach...

  Łuski wyrywałam ręcznie, nie zwracając uwagi na jej krzyki. Przy rozcinaniu brzucha odkryłam, że mam problem. Konkretnie był nim brak białej broni. 

  Przeszukałam jej sakwę, którą miała przypiętą do pasa i znalazłam w niej kilka ostatnich sztyletów. 
  Truciznę, którą wręcz ociekały, wytarłam w swoją sponiewieraną, obrzydliwą spódniczkę, 
  Skórę rozcięłam jak najdelikatniej, przytrzymując operowaną laskę lewą ręką. Ze środka wyjęłam łożysko, w którym zapewne mieściło się wiele kosztownych jaj, z których niedługo miały się wykluć przyszłe pokolenia pół ludzi-pół węży. Przez chwilę zastanawiałam się jak utrzymać je przy życiu. 

   Potrzebny mi organizm, który podtrzyma ich akcje życiowe... 
   Albo wyjmę jaja teraz, zaryzykuje że są wystarczająco wyrośnięte... i położę je do torby, tam będą miały ciepło, w domu postawię je pod lampą... 

   Pełna prowizorka, ale no cóż... 
   Czego to się nie robi dla pieniędzy, prawda? 

   - Ostatnie słowa? - Wycelowałam lufę między jej oczy.
  
   - Zostaw moje dzieci w spoko...

  Wystrzeliłam pięć razy pod rząd, z obojętnym wyrazem twarzy.
  Szczątki jej mózgu ochlapały moje ciało, krew była wszędzie. 
  A ja klęczałam z wypełnionym po brzegi łożyskiem. 
  I Zastanawiałam się dlaczego ludzie klaszczą i płaczą ze szczęścia. 
  Chyba nie tylko ja na tym świecie, wyzbyłam się człowieczeństwa dla niższych celów. 

   - Aaa... Kotki dwa... szaro-bure obydwaaa... aaa... Kotki dwa... - wycelowałam w najgłośniejszego z widzów, grubas z popcornem w ręku, był ubrany w upaćkaną koszulkę, miał przetłuszczone włosy i wiecznie uśmiechniętą mordę... - Chyba jeden pójdzie spaaać... 

   Wystrzeliłam w obydwa kolana, mierząc z dwóch broni jednocześnie. 
   Łańcuch zadźwięczał lekko, wręcz nieśmiało... Och, po huku wystrzału zapadła panika. Ludzie odsuwali się od postrzelonego mężczyzny z wrzaskiem. 

   - JEŚLI NATYCHMIAST NIE USIĄDZIECIE NA DUPACH, I NIE ZAMKNIECIE SWOICH WYDARTYCH JAP, TO KAŻDEMU, BEZ WYJĄTKÓW, PO-ODSTRZELAM KOLANA!!!

   Mężczyzna wciąż wył z bólu. Jakaś kobieta- chyba jego żona- włożyła mu knebel do gęby i owinęła mu usta rękawem od swetra. 

   Zapadła błogosławiona cisza. 

   Wszyscy siedzieli na swoich miejscach.

   Zaniosłam zwłoki pół kobiety- pół węża na kraniec Areny i nadziałam jej smukłe ciało na pal. 

  Przez chwilę patrzyłam na jej puste oczy.

  Nie powiedziały mi nic. 

  To dobrze, czas na ostatnie przedstawienie. Mam półtorej godzimy.


   

wtorek, 17 lutego 2015

Dilerka 29

   Hassa była pół kobietą, pół wężem. Miała dwie nogi, dwie ręce... no i ogon, ale nie to przykuwało uwagę. Była cała porośnięta różnobarwną, chitynową łuską, która była głównym składnikiem proszku uzależniającego. Zabicie jej, jest zarówno dobrym utargiem, jak i okropną stratą.

   To samica! A co jeśli ma w brzuchu następne pokolenie bezcennych  pół-ludzi?! 

   Nawet podczas walki myślę o interesach, to przydatna umiejętność... Lubię mieć przy duszy trochę milionów...

   - Hasso! Znalazłaś sobie innego mężczyznę? Twoja uroda się marnuje!

   - Eriaaa... Jego nie sskszywdzisz, już nikogo nie sskszywdzisz ty chciwa ssuko...

   Instynkt macierzyński aż się z niej wylewa. Ma nowego samca i lewą rękę trzyma przy boku. O Bezimienny, Hassa jest brzemienna. 

   Wycelowałam w jej kierunku broń i nacisnęłam na zabezpieczony spust. Cyngiel stukną delikatnie, ale Hassa myślała, że strzelę. Odsunęła się, zasłaniając ręką podbrzusze. Zaklęłam pod nosem i zaczęłam się zastanawiać, ile będę musiała wydać pieniędzy na lampy grzewcze, by odchować to potomstwo. Już raz tak zrobiłam, okropna robota, ale...

   - ZŁAŹ SSTAMTĄD! - brutalnie przerwała moje rozmyślania i rzuciła w moją stronę sztylet, który nieomal pozbawił mnie ręki. Afrykańska robota, zmiana trajektorii lotu tuż przed celem - ZASSMAKUJESZ ZEMSSTY!

   Oh, spełniłam jej prośbę, zeskoczyłam z ogromnych drzwi i odbezpieczyłam broń. Nie potrzebuje już sztuczek, wiem gdzie celować, mam całkiem dobry plan.
  Zaczęłyśmy taniec, który miał nam ukazać nasze słabości. Krążyłyśmy dookoła siebie jak sępy, uważnie wpatrując się w swoje oczy. Jej aż skrzyły nienawiścią. Moje były spokojne, schowane za przezroczystymi okularami.
  Nie zauważyła kiedy odpięłam łańcuch od jednego z pistoletów. Zrobiłam to bardzo powoli.
  Liczył się efekt.
  Łańcuch z głośnym brzdękiem upadł na ziemię, dzięki czemu Hassa rzuciła w moją stronę kolejny zakrzywiony sztylet.

  Podskoczyłam najwyżej jak tylko mogłam, by go uniknąć. w powietrzu chwyciłam końcówkę łańcucha i ponownie umocowałam ją do pistoletu jednym sprawnym ruchem. Opadłam delikatnie na stopy i ugięłam kolana, by zniwelować siłę upadku. będąc jeszcze w półprzysiadzie wycelowałam broń w jej kolana i oddałam serię strzałów.

   Hassa jednak zdążyła uskoczyć. Połowicznie, albowiem jedna z zbłądzonych kul, trafiła ją prosto w ścięgno, znajdujące się za kolanem, rozrywając je wpół. Kobieta krzyknęła jak opętana- ból musiał być niesamowity. W końcu to naboje z solą święconą.

  Wykorzystałam moment, w którym podparła się na swoim długim ogonie, by ustabilizować swoją pozycję. Połowę magazynku wpakowałam w ziemię, wzbijając tumany kurzu, które zmieszały się z rozdrobnioną solą.

  Szukałam wzrokiem Hassy, powłócząc nogami po ziemi, by wzbić w powietrze więcej pyłu.
  Tylko... Gdzie podziała się moja przeciwniczka?

   - GIŃ!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trochę tak chamsko ucinam .-.
Trochę bardzo .-.
:D
 
 


niedziela, 15 lutego 2015

Dilerka 28

Ochłonęłam wybierając następną broń.

Wybrałam dwa pistolety, połączone ze sobą długim łańcuchem. moje dwa słodkie pieszczoszki, z trzydziesto-nabojowymi, potężnymi magazynkami.

Ich ciężar przyjemnie spoczywał w moich dłoniach, łańcuch zarzuciłam na szyję i modliłam się do Bezimiennego, by te wszystkie głupie walki się już skończyły. Zostało mi dwóch przeciwników. Jestem już naprawdę zmęczona.

Sięgnęłam po termos i nalałam sobie ciepłego bulionu do jednorazowego kubka i piłam zagryzając go kanapką. Miałam ochotę na piwo, ale wolałam nie ryzykować. Mocna głowa mocną głową, ale jak mi się nóżki poplączą, bo zmęczony organizm nie przetrawi tego tak szybko, to będę sobie pluć w brodę do końca życia. Czyli niedługo -_-

Pochłonęłam resztki i rozmasowałam sobie kark lufą od pistoletu.

- Chce to już skooończyyyć... Dawaj tego debila, ale już, śmigusiem, szybko Ty cztero-oka kurwo...

- Wedle rozkazu - spojrzał na mnie z obrzydzeniem i oddalił się szybkim krokiem. Coś się szykowało, chyba naprawdę chcą się mnie pozbyć. . . - Tylko niech się pani dobrze rozciągnie.

- To rada mój boski klonie? Warzyw się nie słucham, podwijaj kieckę i rób co Ci karzę.

Miałam go serdecznie dość. Działał mi na nerwy.
Wmaszerowałam zamaszystym krokiem na Arenę i przywitałam moje tępe worki mięsa, które zasiadały na widowni. Pyszne woreczki z krwią, Narzędzia w moich rękach.
Nie po to trenowałam pare-set lat, by teraz taka tłuszcza mnie nie doceniała. Mają się drzeć z podziwu i szczęścia, jakby ich ze skóry słonym nożem obdzierano -_-

Przetarłam oczy i mrugnęłam kilka razy. Założyłam okulary strzeleckie, dzięki którym żaden piach nie targnie się na moje życie. Pyłki mogą pomarzyć o doprowadzeniu mnie do płaczu podczas walki...

Wpadłam na genialny pomysł. Wspięłam się na bramę, przez którą wchodzili przeciwnicy. Dzięki temu, gdy już ktoś się wtoczy na Arenę, zyskam element zaskoczenia, znajdując się za jego plecami :D

Gdy dotarłam na sam szczyt (a to cholerstwo jest dość wysokie -,-) jeden z łuków się otworzył i na Arene wbiegła jakaś kobieta.

Zaczęła rozglądać się dookoła siebie i posykiwała jak jakiś rozwścieczony gad. Rozbawiło mnie to niesamowicie, odrzuciłam głowę do tyłu i zaśmiałam się głośno, jakbym właśnie zobaczyła dziwadło z wędrownym cyrku.

- No proszę proszę, kogóż to ja widzę! Witaj Hasso!

Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i syknęła donośnie.

- Eriaaaa... Zsabije Cię Ty smato!

- Nie wątpię Hasso, nie wątpię. Jak tam mąż? A, zapomniałam, przerobiłam go na biały proszek. Hmmm... Twoje łuski też się do tego nadadzą moja droga. Więc zasmucę Cię, to ja Cię zabiję. I jeszcze zyskam na tym krocie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z łusek meduz robi się przezroczysty proszek, który dorzucamy do dragów, żeby szaraczki się uzależniły. ~Mam nadzieję ze pamiętacie o co chodzi z tym proszkiem, jest strasznie drogi i trudny do zdobycia ;-; Dobra, macie pozdrowionka, dobranoooc ;) do zobaczenia przy następnej części :D

sobota, 31 stycznia 2015

Dilerka 27

   Pierwszy dół wykopałam niezwykle szybko, wyrywając z podłoża masę ziemi. Przy kopaniu drugiego musiałam już odpierać ataki błyskawicznie regenerującej się Dilerki. Przy kopaniu trzeciego dołu byłam już naprawdę zmęczona. Kopałam w glebę odrywając kawały ziemi jednocześnie mieczykiem starałam się pociąć moją przeciwniczkę na szaszłyk...

 - Jesteś... Denerwująca... zdechnij... w... końcu! - Sapałam jak zmachane zwierze. Zaciskałam zęby i dalej kopałam dół. Bolały mnie już nogi.

   Niestety smarkula choć nie wiedziała co robię, to usiłowała nie dopuścić do zrealizowania mojego planu.

  W pewnym momencie ugryzła mnie w ramię. Zawyłam z bólu, gdy oderwała z ciała kawał ociekającego krwią mięsa. Wyrwa piekła niemiłosiernie, a czarny śnieg zasypał moje oczy.
  Odcięłam jej wtedy głowę, która wciąż znajdowała się w zasięgu mojego mieczyka.
  Szybko wepchnęłam odcięty łeb do dołu i zakopałam go dość chaotycznie- na szybko.

  Tułów machał rękoma dookoła w poszukiwaniu głowy. Odcięłam jej ręce i nogi.
pozbawiony wsparcia tors opadł z ciężkim plaśnięciem na ziemię. wszystko się ruszało, jak pięć oddzielnych organizmów. Splunęłam na to coś z obrzydzeniem i jednocześnie zaczęłam wykonywać swój plan.

  Podniosłam tors i przeszłam się z nim do pala. Nadziałam go jak najdokładniej, tak, by drewno weszło jedna stroną i wyszło tam, gdzie powinna być głowa. Później spojrzałam na ciężkie ciało grubasa, z którym walczyłam jeszcze za czasów tego obleśnego Wampa... Westchnęłam głęboko i napięłam mięśnie do granic możliwości. Uniosłam jego ogromne ciało i wrzuciłam je na ostry, gruby pal. Jego tusza zmieniła tors dziewczyny w harmonijkę, przy kilku głośnych chrupnięciach i wielu dźwięcznych mlaskach innych nadzianych ciał, które również zostały zmiażdżone pod tym ciężarem.

  Wróciłam po ręce i nogi, które wciąż poruszały się konwulsyjnie w poszukiwaniu reszty ciała.
Zakopałam członki w trzech pozostałych dołkach. ręce oddzielnie. Nogi razem. Życzę powodzenia w poskładaniu swojego ciała.

   Odrzuciłam tą beznadziejną broń na bok i zaczęłam gwizdać jak zadowolony robotnik po swojej zmianie. ukłoniłam się publiczności, na której siedzieli Ci Podludzie Bez Mózgów i poszłam do swojego boksu po broń do następnej walki.

  Minęłam po drodze swojego asystenta. Zaciskał mocno dłonie i miał niezadowolony wyraz twarzy. Góra chyba nie chciała bym wygrała. Góra mnie chyba nie chce jako ochroniarza. Według Góry pewnie żyję już za długo, więc podsyła mi niepokonanych do tej pory przeciwników. Przejęłabym się tym. Oczywiście gdybym nie miała Góry w głębokim poważaniu. . .

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
O, patrzcie, Eria gdy jest ubrana tak jak chce, wersja z krótszą grzywką...
Przypominam że ona wciąż paraduje w kusym topie i spódniczce mini... Nie, nie jest tym zachwycona, ale przynajmniej już ubrudziła się na tyle, by nie było widać tej bijącej po oczach fuksji ;-;



















środa, 14 stycznia 2015

Dilerka 26

  Martwa dziewczyna spoczywała obok pala. Ja zaś stałam obok niej i zdejmowałam z barków ciężki miotacz. Byłam naprawdę zmęczona, bolały mnie wszystkie miejsca, w które ta mała przebiegła suka trafiła. Wciąż palił mnie żywy ogień.
   Zaciskałam szczęki dopóki nie  poczułam, że kruszy się jeden z zębów. Wtedy choć na chwilę odciągnęłam swoje myśli od poprzedniej walki. Wciąż zastanawiałam się dlaczego moja przeciwniczka była totalną porażką życiową. Jak w ogóle dostała się na Arenę? Przecież trzeba albo zdać kilka egzaminów, albo mieć taką opinię jak ja. Ba, sam tytuł Great Diler HeadHunter jest jak złota karta dostępu do każdej najgorszej meliny.
  Spojrzałam na szczątki z których powoli zaczęła się sączyć woda, tworząc pod nimi małe kałuże. Ona była młoda, nie miała więcej niż siedemnaście lat. Ja miałam już kilakset, więc dlaczego? Dlaczego myślała że minie pokona?
   - Chodź tu – powiedziałam do mojego Asystenta. – przynieś moje pistolety. Amunicja jest w bocznej kieszeni. Chcę już walczyć z następną osobą. Mam za mało czasu…
  Ta wredna czterooka żmija się uśmiechnęła.
   - Obawiam się iż jest to niemożliwe – Świetnie się bawił, poprawił okulary, zaczesał palcami włosy do tyłu i otrzepał marynarkę z kurzu. – Pani jeszcze nie skończyła swojej walki. Wolałbym się wycofać z Areny, nie chciałbym poplamić się pani krwią. Nawet jeśli jest tak wyjątkowa…
   - O czym ty… - Za kostkę chwyciła mnie jedna z rąk. Już odtajała, nie była zamarznięta. – O kurwa.
Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam że kawałki ciała łączą się ze sobą, układając tą okropną układankę z puzzli w całość.
  - Ja pierdole, kurwa, kurwa, kuuuurwaaaa, co to jest do cholery?! – kopnęłam rękę, ale nie chciała mnie puścić, zaciskając się coraz mocniej.
  Poderwałam z ziemi miotacz ciekłego azotu i wystrzeliłam w kierunku atakującej mnie kończyny.
  Oblana cienką strużką zastygła w bezruchu. Tak, to działa- pomyślałam. I w tym samym momencie dostałam potężnym ciosem, prosto w szczękę.
   Przetoczyłam się przez kilka metrów niesiona siłą ciosu. Wciąż byłam w szoku. Miotacz jest na wyczerpaniu, mam tylko nikłe resztki. Myśl Eria! Myśl do cholery jasnej!
  Zdjęłam z siebie ciężki zbiornik i wyhamowałam bijając paznokcie w ziemię. Jak ona jest silna? Wcześniej wyglądała jak jebane chuchro, które nie jest w stanie samo podnieść swojego bagażu, a teraz…
   Przede wszystkim, całe jej ciało było w bliznach, każdy połączony fragment ciała był oddzielony pomarszczoną białą blizną. Wciąż brakowało kilka fragmentów ciała, więc świeciła pustkami, przez które na wylot było widać widownię .
   - Dobra, plan, muszę mieć plan… - Zaczęłam się rozglądać po Arenie w poszukiwaniu jej miecza. Był bliżej niż pistolet i nie oszukujmy się, więcej zdziałam za pomocą białej broni, palną mogę sobie co najwyżej porobić w Dilerce kilka dodatkowych dziur, które jak mniemam nic nie zmienią…
   Spięłam się i zaczęłam biec, najszybciej jak to było możliwe. Świat dookoła mnie rozmył się, a widzowie zamienili się w niewyraźne plamy.
   Dorwałam w ręce miecz i od razu odwróciłam się parując uderzenie pięścią, które zadała mi ta młoda kurewka. Jej ręka została przecięta na pół. Ale bez obaw, dłoń zrosła się już po kilku sekundach… Szlag…
  Pomysł, potrzebuje planu, co robić?
  Mam, chyba mam pomysł!
  Odcięłam jej głowę płynnym ruchem i wyrzuciłam ją najdalej jak tylko mogłam.

  Teraz czas wykopać cztery doły.