Hassa była pół kobietą, pół wężem. Miała dwie nogi, dwie ręce... no i ogon, ale nie to przykuwało uwagę. Była cała porośnięta różnobarwną, chitynową łuską, która była głównym składnikiem proszku uzależniającego. Zabicie jej, jest zarówno dobrym utargiem, jak i okropną stratą.
To samica! A co jeśli ma w brzuchu następne pokolenie bezcennych pół-ludzi?!
Nawet podczas walki myślę o interesach, to przydatna umiejętność... Lubię mieć przy duszy trochę milionów...
- Hasso! Znalazłaś sobie innego mężczyznę? Twoja uroda się marnuje!
- Eriaaa... Jego nie sskszywdzisz, już nikogo nie sskszywdzisz ty chciwa ssuko...
Instynkt macierzyński aż się z niej wylewa. Ma nowego samca i lewą rękę trzyma przy boku. O Bezimienny, Hassa jest brzemienna.
Wycelowałam w jej kierunku broń i nacisnęłam na zabezpieczony spust. Cyngiel stukną delikatnie, ale Hassa myślała, że strzelę. Odsunęła się, zasłaniając ręką podbrzusze. Zaklęłam pod nosem i zaczęłam się zastanawiać, ile będę musiała wydać pieniędzy na lampy grzewcze, by odchować to potomstwo. Już raz tak zrobiłam, okropna robota, ale...
- ZŁAŹ SSTAMTĄD! - brutalnie przerwała moje rozmyślania i rzuciła w moją stronę sztylet, który nieomal pozbawił mnie ręki. Afrykańska robota, zmiana trajektorii lotu tuż przed celem - ZASSMAKUJESZ ZEMSSTY!
Oh, spełniłam jej prośbę, zeskoczyłam z ogromnych drzwi i odbezpieczyłam broń. Nie potrzebuje już sztuczek, wiem gdzie celować, mam całkiem dobry plan.
Zaczęłyśmy taniec, który miał nam ukazać nasze słabości. Krążyłyśmy dookoła siebie jak sępy, uważnie wpatrując się w swoje oczy. Jej aż skrzyły nienawiścią. Moje były spokojne, schowane za przezroczystymi okularami.
Nie zauważyła kiedy odpięłam łańcuch od jednego z pistoletów. Zrobiłam to bardzo powoli.
Liczył się efekt.
Łańcuch z głośnym brzdękiem upadł na ziemię, dzięki czemu Hassa rzuciła w moją stronę kolejny zakrzywiony sztylet.
Podskoczyłam najwyżej jak tylko mogłam, by go uniknąć. w powietrzu chwyciłam końcówkę łańcucha i ponownie umocowałam ją do pistoletu jednym sprawnym ruchem. Opadłam delikatnie na stopy i ugięłam kolana, by zniwelować siłę upadku. będąc jeszcze w półprzysiadzie wycelowałam broń w jej kolana i oddałam serię strzałów.
Hassa jednak zdążyła uskoczyć. Połowicznie, albowiem jedna z zbłądzonych kul, trafiła ją prosto w ścięgno, znajdujące się za kolanem, rozrywając je wpół. Kobieta krzyknęła jak opętana- ból musiał być niesamowity. W końcu to naboje z solą święconą.
Wykorzystałam moment, w którym podparła się na swoim długim ogonie, by ustabilizować swoją pozycję. Połowę magazynku wpakowałam w ziemię, wzbijając tumany kurzu, które zmieszały się z rozdrobnioną solą.
Szukałam wzrokiem Hassy, powłócząc nogami po ziemi, by wzbić w powietrze więcej pyłu.
Tylko... Gdzie podziała się moja przeciwniczka?
- GIŃ!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trochę tak chamsko ucinam .-.
Trochę bardzo .-.
:D
To samica! A co jeśli ma w brzuchu następne pokolenie bezcennych pół-ludzi?!
Nawet podczas walki myślę o interesach, to przydatna umiejętność... Lubię mieć przy duszy trochę milionów...
- Hasso! Znalazłaś sobie innego mężczyznę? Twoja uroda się marnuje!
- Eriaaa... Jego nie sskszywdzisz, już nikogo nie sskszywdzisz ty chciwa ssuko...
Instynkt macierzyński aż się z niej wylewa. Ma nowego samca i lewą rękę trzyma przy boku. O Bezimienny, Hassa jest brzemienna.
Wycelowałam w jej kierunku broń i nacisnęłam na zabezpieczony spust. Cyngiel stukną delikatnie, ale Hassa myślała, że strzelę. Odsunęła się, zasłaniając ręką podbrzusze. Zaklęłam pod nosem i zaczęłam się zastanawiać, ile będę musiała wydać pieniędzy na lampy grzewcze, by odchować to potomstwo. Już raz tak zrobiłam, okropna robota, ale...
- ZŁAŹ SSTAMTĄD! - brutalnie przerwała moje rozmyślania i rzuciła w moją stronę sztylet, który nieomal pozbawił mnie ręki. Afrykańska robota, zmiana trajektorii lotu tuż przed celem - ZASSMAKUJESZ ZEMSSTY!
Oh, spełniłam jej prośbę, zeskoczyłam z ogromnych drzwi i odbezpieczyłam broń. Nie potrzebuje już sztuczek, wiem gdzie celować, mam całkiem dobry plan.
Zaczęłyśmy taniec, który miał nam ukazać nasze słabości. Krążyłyśmy dookoła siebie jak sępy, uważnie wpatrując się w swoje oczy. Jej aż skrzyły nienawiścią. Moje były spokojne, schowane za przezroczystymi okularami.
Nie zauważyła kiedy odpięłam łańcuch od jednego z pistoletów. Zrobiłam to bardzo powoli.
Liczył się efekt.
Łańcuch z głośnym brzdękiem upadł na ziemię, dzięki czemu Hassa rzuciła w moją stronę kolejny zakrzywiony sztylet.
Podskoczyłam najwyżej jak tylko mogłam, by go uniknąć. w powietrzu chwyciłam końcówkę łańcucha i ponownie umocowałam ją do pistoletu jednym sprawnym ruchem. Opadłam delikatnie na stopy i ugięłam kolana, by zniwelować siłę upadku. będąc jeszcze w półprzysiadzie wycelowałam broń w jej kolana i oddałam serię strzałów.
Hassa jednak zdążyła uskoczyć. Połowicznie, albowiem jedna z zbłądzonych kul, trafiła ją prosto w ścięgno, znajdujące się za kolanem, rozrywając je wpół. Kobieta krzyknęła jak opętana- ból musiał być niesamowity. W końcu to naboje z solą święconą.
Wykorzystałam moment, w którym podparła się na swoim długim ogonie, by ustabilizować swoją pozycję. Połowę magazynku wpakowałam w ziemię, wzbijając tumany kurzu, które zmieszały się z rozdrobnioną solą.
Szukałam wzrokiem Hassy, powłócząc nogami po ziemi, by wzbić w powietrze więcej pyłu.
Tylko... Gdzie podziała się moja przeciwniczka?
- GIŃ!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trochę tak chamsko ucinam .-.
Trochę bardzo .-.
:D
Umiesz ucinać... Teraz pisz 30stke.
OdpowiedzUsuń;_;
NATYCHMIAST.
~Tak, to znowu ja xD
Bardziej niż trochę bardzo...
OdpowiedzUsuńOj tam xD To dodało dramatyzmu całej sytuacji C:
UsuńTo teraz tylko czekać na kolejną notkę. ;-;
OdpowiedzUsuń