niedziela, 28 grudnia 2014

Dilerka 10

 - To są jakieś kpiny – Wiedzieli, jak doprowadzić mnie do szału. W czymś takim nie sposób mnie przeoczyć, a ja tak cenię sobie dyskrecję. – Nawet przebieralni nie ma, cholerne burżuje…

   Taaak… Przebierałam się w kącie. Wywołałam małe zamieszanie zestrzeliwując wszystkie żaróweczki w promieniu dziesięciu metrów, ale przynajmniej mam spokój. Wcisnęłam się w ten kontrowersyjny strój, który bynajmniej gryzł się z moim dotychczasowym imidżem i ruszyłam w stronę areny. Ignorowałam wszelkie gwizdy, próby klepnięcia i inne samcze zachowania. To wszystko zbywałam uderzeniem w delikwenta torbą z bronią, a nuż jakieś ostrze się wysunie i rączkę oberżnie…

   Miałam jeszcze piętnaście minut do rozpoczęcia walk. Stałam przy arenie i oczekiwałam przybycia innych wojowników. Miało być ich dziesięciu. Mój informator, mówił o trzech kobietach, sześciu mężczyznach i jednym. Ten jeden nie posiada określonej płci. To stworzenie, wychowane od urodzenia przez jednego z Lordów. Od urodzenia pchane w stronę żądzy krwi, przeważnie ludzkiej. Nie posiada broni, gdyż samo w sobie jest najstraszniejszą istotą. Dziesięć lat temu musiałam się mocno postarać by przeżyć. Gdy cała dziewiątka, skończyła nabita na pal, wpuszczono na ring Ono.

   Najpierw nie chciało wyjść z klatki. Syczało i charczało, a ja widziałam tylko dwa czerwone ślepia, od których biła furia. Później wyszło. Zakryłam wtedy usta ręką, by powstrzymać odruch wymiotny. Zaszkliły mi się oczy. To co ujrzałam rzuciłoby na kolana najtwardszych ludzi z oddziału SAS…  Wychudzona, usiana bliznami istota śliniąca się na sam mój widok, zaczęła biec w moim kierunku z wyciągniętymi rękoma. Gulgotało- „Krew! Krew!”-  gdyż nie śmiem nazwać tego bełkotu mową. Przed pierwszymi atakami obroniłam się resztkami Fearu, ale, gdy poczułam że zbliżam się do limitu, spasowałam i zaczęłam uciekać. Wspięłam się na drzewo, które stało na arenie i tylko kopałam ono po mordzie, gdy ten zaśliniony pysk był zbyt blisko…

   - Ej, ej, ej… Kogo my tu mamy!? Uciekinierka? Znowu? Czy ty się nie starzejesz?

   - Właściwie, to nie. Dzięki za troskę, wypierdalaj…

   - No nie bądź taka, nie tylko ty będziesz dzisiaj walczyć. Widzisz tamtą arenę? No. Niezła co nie? Ty walczysz na jednej, ja na drugiej. Powodzenia uciekinierko!

   Pha… Ten debil znów będzie próbował…  Dziesięć lat temu miał pecha i jego pierwszym przeciwnikiem było Ono. Wygrał, ale zużył całe dziesięć broni i zajęło mu to dwadzieścia trzy godziny, bez przerw. Nie miał jak walczyć, więc pięściami rozdupił drugiego przeciwnika. I wtedy, skończył mu się czas…

   - Jestem HEADHUNTER, GREAT DILER!!! Nie żadna uciekinierka! Tym razem wygram!

   - Zobaczymy! – Pobiegł w stronę swojej areny i pomachał mi na pożegnanie.

   Zapamiętajcie go. To Aleksandr Elron Gare. Jedyna istota na ziemi, którą podziwiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)