- Kurwa.
Wymiotowałam już od jakiegoś czasu. Mój żołądek chyba nie ogarniał faktu- że nie miałam już czym. Kwas spływał spomiędzy moich warg, wymieszany z łzami wywołanymi przez duszność. Chce odetchnąć – pomyślałam. Nie mam jak, nie mam czym… Szlag by to.
Moje trzewia jeszcze przez jakiś czas niepokojąco pulsowały.
Przed okiem wciąż padał czarno-czerwony śnieg. Jak w zepsutym telewizorze…
Zobaczyłam cień. Cień przysłaniający mój zepsuty, zdeformowany obraz ziemi.
Odskoczyłam instynktownie, całe szczęście. Dzięki temu przeżyłam.
- Nie sądziłem, że masz jeszcze wystarczająco sił, by uciekać. – Mnich, z pięścią wciśniętą w ziemie, przemawiał z zamkniętymi oczami. – Nemezis to brzydzi. Ty ją brzydzisz.
Spróbowałam wstać. Kurna, to był zły pomysł. Cały świat się kręcił. Flaki zaprotestowały. Nie mogę użyć Fearu… nie mogę… Pamiętaj o zasadach Eria… Próbowałam obmyślić plan. W czystej grze z nim nie wygram. Jest po prostu potworem. A ja nie mam broni, by z tym walczyć.
Broń!
Mnich otarł swą pięść i spojrzał na mnie z obrzydzeniem.
- To zaraz się zakończy. Możesz zmówić ostatnią modlitwę, lub wyspowiadać się, w zależności, gdzie chcesz iść po śmierci.
- Nigdzie się nie wybieram. – Przetarłam oko, poprawiłam ubranie. – Za to ty, mógłbyś z łaski swojej unieść przynajmniej gardę. Jeśli jeszcze możesz.
- O czym ty bredzisz? Masz wstrząs mózgu?
- Nie, za to ty cierpisz na chroniczny brak ręki.
- O czym…
Prawa ręka Mnicha z plaśnięciem opadła na ziemię. Przecięta równiutko ponad łokciem. W świetle jarzeniówki błysnęła stalowa linka.
- Chyba nie myślałeś, że mam przy sobie tylko jedną linkę… Ta podwiązka jednak się na coś przydała… - Westchnęłam i udałam, że się rozciągam. – Jezu, lepiej się nie ruszaj…
Szesnaście pozostałych linek, uczepionych aż pod sufit, było zaplątane dookoła sylwetki Kapłana. Do tej walki, przygotowałam się jeszcze, nim Mnich wstąpił na Arenę. Ale jeszcze nie miałam okazji, by zwabić go w wyznaczone miejsce. Dobrze, że przeturlałam się akurat tam.
- Spójrz pod nogi.
- „Kaboom!!!” tu jest wyryty ten oto napis. Nemezis, wiesz co to może oznaczać?
- Och, nie masz czasu na zastanawianie. Liczę do pięciu i zmieniasz się w szaszłyk, jasne?
- Wątpię, żeby Nemezis na to pozwoliła.
- Wątpię, by twój los w ogóle ją obchodził.
Odliczyłam od jednego do pięciu i pociągnęłam linki rękoma. Napięta pułapka przecięła skórę, mięśnie i kości Mnicha. Jego puste, pozbawione boskiego blasku oczy, patrzyły na mnie z tępą nienawiścią. Nemezis opuściła Mnicha, nim jego pocięte szczątki opadły na ziemię.
- Na przekór naszej rozpaczy i wbrew naszej woli nadejdzie mądrość, dar straszliwej laski boga. Mea culpa, zapomniałam Cię rozgrzeszyć Mniszku…
- Amen. – Dreszcz przebiegł po moim karku, jak spłoszone zwierzę. Zimny pot spłyną po plecach. Mnich przemówił.
- O kurwa.
Wciąż patrząc na mnie z nienawiścią odszedł z tego świata. Nie wiem jak udało mu się cokolwiek powiedzieć. Cud. Pieprzony cud.
Nemezis dobrze wybrała, szkoda, że była suką. Gdybym to ja była boginią, na pewno towarzyszyłabym swemu wyznawcy w podróży do drugiego świata. W ogóle towarzyszyłabym mu przez całe życie.
Nie znoszę kaprysów. Bogowie to kaprys. Znudzeni wiecznością ingerują w nasze życie. Szkoda, że skutki są opłakane.
Przypomniała mi się dziewczynka ze stygmatami. Opętany chłopiec. Martwa matka tuż po porodzie. Dziecko to cień Demona Pazuzu. Wojna, w której brałam udział. Na kącie mieliśmy 9998 tysięcy zabitych Wietnamczyków. Słowa dowódcy „ Zabójca dziesięciotysięcznej ofiary w nagrodę otrzyma tygodniowy urlop w kajucie pułkowników.”
Czas przynosił ukojenie, ale zawsze wiedziałam, że będę pamiętać.
- Ten świat zmierza ku upadkowi.
Podniosłam z ziemi kilka szczątków i nadziałam je na pal, uzupełniając mą barwną kolekcje o dwie ręce i głowę, oraz coś, co kiedyś zapewne było fragmentem brzucha.
- EJ, BIORĘ PIĘĆ MINUT PRZERWY I DAWAJ NASTĘPNEGO!!! I DAWAJ MÓJ MIOTACZ CIEKŁEGO AZOTU!!!
- Tak, pani. Już niosę, już wołam, już zarządzam. Proszę tylko tu sobie poczekać. Niech pani uważa na sprzątaczki, mogłaby pani się ubrudzić swoją juką i wymiotami.
Wkurwiający typ.
Wymiotowałam już od jakiegoś czasu. Mój żołądek chyba nie ogarniał faktu- że nie miałam już czym. Kwas spływał spomiędzy moich warg, wymieszany z łzami wywołanymi przez duszność. Chce odetchnąć – pomyślałam. Nie mam jak, nie mam czym… Szlag by to.
Moje trzewia jeszcze przez jakiś czas niepokojąco pulsowały.
Przed okiem wciąż padał czarno-czerwony śnieg. Jak w zepsutym telewizorze…
Zobaczyłam cień. Cień przysłaniający mój zepsuty, zdeformowany obraz ziemi.
Odskoczyłam instynktownie, całe szczęście. Dzięki temu przeżyłam.
- Nie sądziłem, że masz jeszcze wystarczająco sił, by uciekać. – Mnich, z pięścią wciśniętą w ziemie, przemawiał z zamkniętymi oczami. – Nemezis to brzydzi. Ty ją brzydzisz.
Spróbowałam wstać. Kurna, to był zły pomysł. Cały świat się kręcił. Flaki zaprotestowały. Nie mogę użyć Fearu… nie mogę… Pamiętaj o zasadach Eria… Próbowałam obmyślić plan. W czystej grze z nim nie wygram. Jest po prostu potworem. A ja nie mam broni, by z tym walczyć.
Broń!
Mnich otarł swą pięść i spojrzał na mnie z obrzydzeniem.
- To zaraz się zakończy. Możesz zmówić ostatnią modlitwę, lub wyspowiadać się, w zależności, gdzie chcesz iść po śmierci.
- Nigdzie się nie wybieram. – Przetarłam oko, poprawiłam ubranie. – Za to ty, mógłbyś z łaski swojej unieść przynajmniej gardę. Jeśli jeszcze możesz.
- O czym ty bredzisz? Masz wstrząs mózgu?
- Nie, za to ty cierpisz na chroniczny brak ręki.
- O czym…
Prawa ręka Mnicha z plaśnięciem opadła na ziemię. Przecięta równiutko ponad łokciem. W świetle jarzeniówki błysnęła stalowa linka.
- Chyba nie myślałeś, że mam przy sobie tylko jedną linkę… Ta podwiązka jednak się na coś przydała… - Westchnęłam i udałam, że się rozciągam. – Jezu, lepiej się nie ruszaj…
Szesnaście pozostałych linek, uczepionych aż pod sufit, było zaplątane dookoła sylwetki Kapłana. Do tej walki, przygotowałam się jeszcze, nim Mnich wstąpił na Arenę. Ale jeszcze nie miałam okazji, by zwabić go w wyznaczone miejsce. Dobrze, że przeturlałam się akurat tam.
- Spójrz pod nogi.
- „Kaboom!!!” tu jest wyryty ten oto napis. Nemezis, wiesz co to może oznaczać?
- Och, nie masz czasu na zastanawianie. Liczę do pięciu i zmieniasz się w szaszłyk, jasne?
- Wątpię, żeby Nemezis na to pozwoliła.
- Wątpię, by twój los w ogóle ją obchodził.
Odliczyłam od jednego do pięciu i pociągnęłam linki rękoma. Napięta pułapka przecięła skórę, mięśnie i kości Mnicha. Jego puste, pozbawione boskiego blasku oczy, patrzyły na mnie z tępą nienawiścią. Nemezis opuściła Mnicha, nim jego pocięte szczątki opadły na ziemię.
- Na przekór naszej rozpaczy i wbrew naszej woli nadejdzie mądrość, dar straszliwej laski boga. Mea culpa, zapomniałam Cię rozgrzeszyć Mniszku…
- Amen. – Dreszcz przebiegł po moim karku, jak spłoszone zwierzę. Zimny pot spłyną po plecach. Mnich przemówił.
- O kurwa.
Wciąż patrząc na mnie z nienawiścią odszedł z tego świata. Nie wiem jak udało mu się cokolwiek powiedzieć. Cud. Pieprzony cud.
Nemezis dobrze wybrała, szkoda, że była suką. Gdybym to ja była boginią, na pewno towarzyszyłabym swemu wyznawcy w podróży do drugiego świata. W ogóle towarzyszyłabym mu przez całe życie.
Nie znoszę kaprysów. Bogowie to kaprys. Znudzeni wiecznością ingerują w nasze życie. Szkoda, że skutki są opłakane.
Przypomniała mi się dziewczynka ze stygmatami. Opętany chłopiec. Martwa matka tuż po porodzie. Dziecko to cień Demona Pazuzu. Wojna, w której brałam udział. Na kącie mieliśmy 9998 tysięcy zabitych Wietnamczyków. Słowa dowódcy „ Zabójca dziesięciotysięcznej ofiary w nagrodę otrzyma tygodniowy urlop w kajucie pułkowników.”
Czas przynosił ukojenie, ale zawsze wiedziałam, że będę pamiętać.
- Ten świat zmierza ku upadkowi.
Podniosłam z ziemi kilka szczątków i nadziałam je na pal, uzupełniając mą barwną kolekcje o dwie ręce i głowę, oraz coś, co kiedyś zapewne było fragmentem brzucha.
- EJ, BIORĘ PIĘĆ MINUT PRZERWY I DAWAJ NASTĘPNEGO!!! I DAWAJ MÓJ MIOTACZ CIEKŁEGO AZOTU!!!
- Tak, pani. Już niosę, już wołam, już zarządzam. Proszę tylko tu sobie poczekać. Niech pani uważa na sprzątaczki, mogłaby pani się ubrudzić swoją juką i wymiotami.
Wkurwiający typ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)