Sprzątania było co niemiara. Kila trupów, nie chciało się odkleić od podłogi. Szlag, chyba trzeba będzie iść po szczoteczkę do zębów. Nawet te dwa Male wampy wzięły się wreszcie do roboty. Zasuwały, aż im się te kiczowate pomarańczowe rajstopki zmarszczyły. Tylko goryl się opierdalał. Stał w rogu Sali i ćmił skręta. Jakieś dwie lasencje (nie wiadomo skąd je przywiało) kleiły się mu do brzucha, mrucząc jak silniki. Wkurzające typy.
Po skończonej robocie oparłam się plecami o blat baru i pociągnęłam łyka z jakiejś nie oznaczonej butelki. Prawdopodobnie zabiło by to zwykłego obywatela, ale nie mnie. Ja nie jestem nawet człowiekiem.
- Ej! Headhunter! Łap! – Goryl rzucił w moją stronę jakąś czarną walizkę. – To twoja działka. Zasłużyłaś.
- Udław się! Wiesz ile się namachałam?! I tylko tyle?! Tym to Se możesz co najwyżej dziury w oknach pozapychać! To ma byś trawka?!
- Nie narzekaj. Ciesz się że żyjesz.
Krew napłynęła mi do twarzy. Ciśnienie podskoczyło, aż miło. Skurwiel się doigrał. Jak tu kurna sobie ręce do łokci zdzieram, by on mi w podzięce prezentował jakieś marne resztki?! Ja go chyba zatłukę! Spojrzałam na La i Lu. Czy je to też tak wkurzyło?
- Zostaw. Nie ruszaj, bo wiesz jak to się skończy.
- Ale on właśnie…
- Nie. Nie ruszaj gówna. Pamiętasz co było ostatnio, jak ci nerwy puściły? Twój Fear trzeba było zbierać z całego terenu. – Fear to krew. Inna, bo można nią władać. Zacinam się w rękę i krew, która upłynie z rany, zamienia się w bicz, pocisk, miecz. W zależności jak ją uformuje.
Nie jestem człowiekiem, zapamiętajcie to sobie.
Po skończonej robocie oparłam się plecami o blat baru i pociągnęłam łyka z jakiejś nie oznaczonej butelki. Prawdopodobnie zabiło by to zwykłego obywatela, ale nie mnie. Ja nie jestem nawet człowiekiem.
- Ej! Headhunter! Łap! – Goryl rzucił w moją stronę jakąś czarną walizkę. – To twoja działka. Zasłużyłaś.
- Udław się! Wiesz ile się namachałam?! I tylko tyle?! Tym to Se możesz co najwyżej dziury w oknach pozapychać! To ma byś trawka?!
- Nie narzekaj. Ciesz się że żyjesz.
Krew napłynęła mi do twarzy. Ciśnienie podskoczyło, aż miło. Skurwiel się doigrał. Jak tu kurna sobie ręce do łokci zdzieram, by on mi w podzięce prezentował jakieś marne resztki?! Ja go chyba zatłukę! Spojrzałam na La i Lu. Czy je to też tak wkurzyło?
- Zostaw. Nie ruszaj, bo wiesz jak to się skończy.
- Ale on właśnie…
- Nie. Nie ruszaj gówna. Pamiętasz co było ostatnio, jak ci nerwy puściły? Twój Fear trzeba było zbierać z całego terenu. – Fear to krew. Inna, bo można nią władać. Zacinam się w rękę i krew, która upłynie z rany, zamienia się w bicz, pocisk, miecz. W zależności jak ją uformuje.
Nie jestem człowiekiem, zapamiętajcie to sobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)