niedziela, 28 grudnia 2014

Dilerka 24


   Pięciominutowa przerwa minęła bez żadnych ceregieli… Broń została przygotowana bez żadnych zarzutów… Nie miałam ochoty na kolejną walkę.

   Wkurzający asystent stał za mną jak cień.

   - Czego tu jeszcze sterczysz czterooki??? – bez nawet cienia uśmiechu zakomunikował wejście nowego przeciwnika.

   - Proszę o wyrozumiałość, to jej pierwsza walka na Arenie, to nowa Dilerka.

   - Tak, jasne dam gówniarze fory, i co jeszcze, może się położę na ziemi i pozwolę by mnie zatłukła? Zajmie mi to pięć minut.

   - Tak jest.

   - I czego przytakujesz?

  - Mówię do słuchawki. – Odsłonił mini przekaźnik schowany za włosami. – Szefowie mówią ile Ci zostało czasu. Masz go jeszcze wystarczająco. Życzą miłej walki.

    - Och, jak miło z ich strony… Przekaż żeby się wypchali.

   - Tak jest.

   Westchnęłam teatralnie i zarzuciłam zbiornik z ciekłym azotem na plecy. Miotacz przyczepiłam do obydwu rąk i ustawiłam moc na full. Jedno kliknięcie na spust, a przeciwnik zamieni się w mrożonkę i będzie po krzyku…

   Na Arene nieśmiało wdreptała jakaś dziewczyna w wieku… nooo… może siedemnastu lat. Jak na Dilerkę prezentowała się raczej blado. Jakbym się nie przyglądała, nie miała ani mięśni, ani kuszącej sylwetki, ani nawet rewelacyjnej broni. Była… Po prostu była. Ściany też po prostu są.

   Za paskiem przypięła krótki mieczyk, na plecach miała jedną kaburę z krótkim pistoletem 9mm. To raczej nie broń na rzeź… Ale pozostawała nadzieja. To przecież ktoś, kogo przedstawiają jako Dilerkę, musi mieć  jakiś nadludzki talent. Może jak każdy, będzie posiadać Fear? A może mnie czymś zaskoczy? Może nagle wyrosną jej skrzydła i ogon, zacznie się histerycznie śmiać i rzuci się na mnie z… JEZU JAKA ONA JEST NUDNA! SKRAJNIE NUDNA!!!

   - Zaczynaj… - Poważnie rozważałam opcje walki na leżąco…

   - Ja mam zaczynać? A nie pani?

   Bosz, zwróciła się do mnie per „pani”… ;---;

   - Tak. Mam mówić drukowanymi? Patrz mi na usta. Mówię „Za-czy-naj”… Masz wolną rękę.

   - Tak?

   - Tak.

   - Serio?

   - Nie, kurwa, na niby…. Weź w końcu się rusz!

   - Nazywam się…

   - NIE OBCHODZI MNIE TO, JAK DLA MNIE ANZYWASZ SIĘ BETON I TYLE!

   - A-ale kultura wymaga…

   - B-byś w końcu ruszyła dupsko i pokazała, na co cię stać, nim zasnę.

   Korciło mnie by od razu to zakończyć, nacisnąć spust przed jej twarzą i patrzeć jak przez kilka sekund rzuca się w agonii… Ale zaintrygowała mnie. Tak. Beton mnie zaintrygował :D

   - ERIA! WYKOŃCZ JĄ! WYKOŃCZ SUKĘ!!!

   Tłum skandował tak głośno, że ściany Areny niebezpiecznie zadrżały.

    Młoda Dilerka prawą ręką wyciągnęła zza pasa mieczyk, a lewą przygotowała pistolet.

   Stanęła w parodii pozycji do walki.

   Czy ich pojebało? Czy ją pojebało?

   Mam walczyć z tym dzieckiem?

   - Po co to robisz? Po co walczysz?

   - Bo mi kazano. Powiedzieli, że pewnie już nie ma pani wystarczająco sił, że pan Mnich zniszczył pani trzewia i że mam szansę na trening pod okiem mistrzów, jak wygram, oczywiście…

   Zamknęłam oko i uspokoiłam zszargane nerwy. Nie mam wyboru, muszę ją pokonać, zabić… żeby wygrać. Żeby móc przedrzeć się do głównego szefa. Żeby go zabić. Żeby przejąć jego stanowisko. Żeby przez następne lata móc siedzieć na skórzanym fotelu za dębowym biurkiem.

   Już niedługo. Nie mogę dać się ponieść emocjom. Na Arenie nie ma miejsca na współczucie.

   Opuściłam miotacze w stronę ziemi i wyprostowałam się dumnie, prezentując swój strój.

    - Zaczynajmy, nie mam dla Ciebie czasu.

   Podbiegłam skracając dystans do niezbędnego minimum.

    Walka rozpoczęła się od mojego ciosu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)