Nad głową rozciągałam stalową linkę. Była niezwykle cienka i cholernie ostra na brzegach. Coś jak podłużna żyletka.
Giętka stal – paradoks, wynalazek dwudziestego pierwszego wieku… Mój przyjaciel w swojej pracowni trzyma ciekawsze eksponaty, obiecał, że je odsprzeda jak wygram. Na przykład…
- Proszę pani? – Z rozmyślań wyrwał mnie mój głupi asystent…
- Taaak?
- Następny przeciwnik żąda, by zatańczyła pani z nim taniec pochwalny do bogów.
Spojrzałam na czterookiego jak na Ono w bikini i prychnęłam jak kotka.
- Porąbało go?
- Mówi śmiertelnie poważnie. Twierdzi, ze bogowie ni będą Wam sprzyjać w walce, jeśli tego nie zrobisz. I wspomniał coś o potępieniu duszy i klątwie, ale sądzę iż jest to nie istotne…
- Bosz, widzisz i nie grzmisz… Dobra, wturlaj go tu, zobaczymy, o co tu chodzi… Może uda się to ominąć…
Wcale się nie boję jego bogów. Boję się jego wiary. Ostatnio, gdy walczyłam z jakimś starym Indianinem, musiałam typka zabić osiem razy, bo naiwność pozwalała mu wstać z ziemi mając kilkanaście dziur w klatce piersiowej i noże w udach. Myślał, że Wielka Matka gniewa się na mnie i na innych wykolejeńców. Niby zakłócam porządek ziemi. A on był jej dłońmi. Miał mnie usunąć. I niemal mu się to udało. Przez miesiąc leczyłam organy które zatruł…
Owinęłam linkę na ramieniu i czekałam na przeciwnika.
Poczułam chłód na karku.
Obejrzałam się, a moim oczom ukazał się czarnoskóry mężczyzna cały pokryty białymi tatuażami.
- Czy ty nazywasz się Eria? – Jego głos przytłaczał. Był jak wielka góra mięśni, która została wyszkolona do zgniatania takich dziewczynek jak ja. – Jeśli tak, to chodź ze mną.
- D-dobrze. – Dawno się nie jąkałam. Ostatnio przy grze w karty z Henrykiem VIII…
Zostałam zaprowadzona na środek Areny i do moich uszu w jednej chwili dotarła hipnotyzująca muzyka.
- Co mam robić?
- Stój w kręgu. – czarnoskóry wojownik usiadł w swoim obrębie i zamkną oczy, pogrążając się w modlitwie.
Ja również usiadłam i zamknęłam oczy.
Pozwól mi wygrać.
Pomodliłam się krótko i na temat, nie oczekując odpowiedzi. Chciałam to już skończyć. Spojrzałam na wojownika i ku memu zaskoczeniu, unosił się on ponad ziemią.
Na jego ciele, białe tatuaże w kształcie korzeni ,wiły się jak żywe byty kierując się w stronę oczu. Jego źrenice zmieniły barwę na mleczną.
- Jestem oczami Nemezis. Każe mi Cię zniszczyć, bo jesteś niebezpieczna.
- To co ty widzisz, jest widoczne dla bogini?
- Tak.
- Więc to nie będzie takie trudne.
- Zobaczymy…
Zaśmiałam się. Pomimo niedźwiedziej postury nie brakuje mu ciętej riposty.
Podniosłam się z ziemi i poprawiłam skąpe ubranie.
Strząsnęłam z przepaski pył i mrugnęłam zdrowym okiem.
Zobaczymy kto wygra. Bogowie, czy ja. Były potwór. Boski twór.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)