niedziela, 28 grudnia 2014

Dilerka 21


   Nad głową rozciągałam stalową linkę. Była niezwykle cienka i cholernie ostra na brzegach. Coś jak podłużna żyletka.

    Giętka stal – paradoks, wynalazek dwudziestego pierwszego wieku…  Mój przyjaciel w swojej pracowni trzyma ciekawsze eksponaty, obiecał, że je odsprzeda jak wygram. Na przykład…

   - Proszę pani? – Z rozmyślań wyrwał mnie mój głupi asystent…

   - Taaak?

   - Następny przeciwnik żąda, by zatańczyła pani z nim taniec pochwalny do bogów.

   Spojrzałam na czterookiego jak na Ono w bikini i prychnęłam jak kotka.

   - Porąbało go?

   - Mówi śmiertelnie poważnie. Twierdzi, ze bogowie ni będą Wam sprzyjać w walce,  jeśli tego nie zrobisz. I wspomniał coś o potępieniu duszy i klątwie, ale sądzę iż jest to nie istotne…

   - Bosz, widzisz i nie grzmisz… Dobra, wturlaj go tu, zobaczymy, o co tu chodzi… Może uda się to ominąć…

   Wcale się nie boję jego bogów. Boję się jego wiary. Ostatnio, gdy walczyłam z jakimś starym Indianinem, musiałam typka zabić osiem razy, bo naiwność pozwalała mu wstać z ziemi mając kilkanaście dziur w klatce piersiowej i noże w udach. Myślał, że Wielka Matka gniewa się na mnie i na innych wykolejeńców. Niby zakłócam porządek ziemi. A on był jej dłońmi. Miał mnie usunąć. I niemal mu się to udało. Przez miesiąc leczyłam organy które zatruł…

   Owinęłam linkę na ramieniu i czekałam na przeciwnika.

   Poczułam chłód na karku.

   Obejrzałam się, a moim oczom ukazał się czarnoskóry mężczyzna cały pokryty białymi tatuażami.

   - Czy ty nazywasz się Eria? – Jego głos przytłaczał. Był jak wielka góra mięśni, która została wyszkolona do zgniatania takich dziewczynek jak ja.  – Jeśli tak, to chodź ze mną.

   - D-dobrze. – Dawno się nie jąkałam. Ostatnio przy grze w karty z Henrykiem VIII…

   Zostałam zaprowadzona na środek Areny i do moich uszu w jednej chwili dotarła hipnotyzująca muzyka.

   - Co mam robić?

   - Stój w kręgu. – czarnoskóry wojownik usiadł w swoim obrębie i zamkną oczy, pogrążając się w modlitwie.

   Ja również usiadłam i zamknęłam oczy.

   Pozwól mi wygrać.

   Pomodliłam się krótko i na temat, nie oczekując odpowiedzi. Chciałam to już skończyć. Spojrzałam na wojownika i ku memu zaskoczeniu, unosił się on ponad ziemią.

   Na jego ciele, białe tatuaże w kształcie korzeni ,wiły się jak żywe byty kierując się w stronę oczu. Jego źrenice zmieniły barwę na mleczną.

   - Jestem oczami Nemezis. Każe mi Cię zniszczyć, bo jesteś niebezpieczna.

   - To co ty widzisz, jest widoczne dla bogini?

   - Tak.

   - Więc to nie będzie takie trudne.

   - Zobaczymy…

   Zaśmiałam się. Pomimo niedźwiedziej postury nie brakuje mu ciętej riposty.

   Podniosłam się z ziemi i poprawiłam skąpe ubranie.

   Strząsnęłam z przepaski pył i mrugnęłam zdrowym okiem.

   Zobaczymy kto wygra. Bogowie, czy ja. Były potwór. Boski twór. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)