Pierwsza broń. Kosa.
Moim przeciwnikiem był nożownik, chudy jak patyczek. Myślałam że pójdzie gładko, że po kilku minutach będę miała go z głowy! Niestety owy upierdliwiec trzyma się już od przeszło pół godziny… Nie mogę go dosięgnąć. Źle wybrałam broń. Gdy poinformowano mnie, że będzie to facet z nożami, myślałam o napakowanym debilu z maczetą…
- Cholera! Daj się wreszcie ciachnąć! Zrozum mnie! Zależy mi na tej pracy! – Pierwsza walka, a ja już gadam głupoty… - Obiecuje, że nie będzie bolało.
- Goń się. Mi też zależy… - Sięgną do kieszeni po następny sztylet i precyzyjnie wymierzył w moją głowę.
- Nie tak szybko cukiereczku… - Obróciłam się kilka razy dookoła własnej osi i rzuciłam w niego moją kosą. Trafiłam prosto w czaszkę, która chrupnęła donośnie. Nie zabiło go to, ale dopóki jest nieprzytomny, mogę spokojnie nabić go na pal…
Podeszłam ostrożnie, podniosłam z ziemi kosę, a później samego pana nożownika. Podeszłam do zaostrzonego drągu i nabiłam jego ciało. W jednej chwili się ocucił. Krzyczał w niebo głosy, gdy jego krew ciekła strumieniami po drewnie. Zamachnęłam się i odcięłam mu głowę.
- Krzyżyk na drogę. Pierwsza i ostatnia działka, cukiereczku… - Wytarłam ostrze o jedną z pończoch i wyrzuciłam kosę poza arenę.
Publika oszalała. Wszyscy z zachwytem wpatrywali się w owoc mojego półgodzinnego biegania w te i we w te… Uniosłam ręce do góry i krzyknęłam jak dzika. Show must go on! Może to i worki z mięsem, ale to właśnie te bezużyteczne kreatury, które siedzą teraz na trybunach, zapewnią mi pracę.
Pierwsza walka-skończona...
Moim przeciwnikiem był nożownik, chudy jak patyczek. Myślałam że pójdzie gładko, że po kilku minutach będę miała go z głowy! Niestety owy upierdliwiec trzyma się już od przeszło pół godziny… Nie mogę go dosięgnąć. Źle wybrałam broń. Gdy poinformowano mnie, że będzie to facet z nożami, myślałam o napakowanym debilu z maczetą…
- Cholera! Daj się wreszcie ciachnąć! Zrozum mnie! Zależy mi na tej pracy! – Pierwsza walka, a ja już gadam głupoty… - Obiecuje, że nie będzie bolało.
- Goń się. Mi też zależy… - Sięgną do kieszeni po następny sztylet i precyzyjnie wymierzył w moją głowę.
- Nie tak szybko cukiereczku… - Obróciłam się kilka razy dookoła własnej osi i rzuciłam w niego moją kosą. Trafiłam prosto w czaszkę, która chrupnęła donośnie. Nie zabiło go to, ale dopóki jest nieprzytomny, mogę spokojnie nabić go na pal…
Podeszłam ostrożnie, podniosłam z ziemi kosę, a później samego pana nożownika. Podeszłam do zaostrzonego drągu i nabiłam jego ciało. W jednej chwili się ocucił. Krzyczał w niebo głosy, gdy jego krew ciekła strumieniami po drewnie. Zamachnęłam się i odcięłam mu głowę.
- Krzyżyk na drogę. Pierwsza i ostatnia działka, cukiereczku… - Wytarłam ostrze o jedną z pończoch i wyrzuciłam kosę poza arenę.
Publika oszalała. Wszyscy z zachwytem wpatrywali się w owoc mojego półgodzinnego biegania w te i we w te… Uniosłam ręce do góry i krzyknęłam jak dzika. Show must go on! Może to i worki z mięsem, ale to właśnie te bezużyteczne kreatury, które siedzą teraz na trybunach, zapewnią mi pracę.
Pierwsza walka-skończona...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)