Morze krwi pod moimi nogami. Haha… Morze.
Mam dzięki temu szanse. Szansę na wygraną z tym czymś. Tak, Ono wiło się naprzeciwko mnie. W tym roku ta bestia już nawet nie przypominała człowieka. Długi do ziemi włosy umazane krwią mojego przyjaciela. Policzki rozerwane aż do uszu, to pewnie przez to, że niemal jak pies trzymało jego tułów między zębiskami. Boże, to coś miało kły. Jak rekin. Było niskie, dziwnie zbudowane. Jak nie do końca rozwinięty płód. Czy ja dobrze widzę? Ogon? Łysy ogon wystawał zza przepaski z skóry. Gdyby miało rogi, uwierzyłabym już nawet, że to diabeł.
Drgnęło we mnie przerażenie. Co da mi krew całego świata w walce z szatańskim pomiotem? Nie! Muszę wierzyć w wygraną. Muszę żyć. Mam cel, który chce zrealizować!
- No chodź, chodź… No dawaj!!! – Ono węszyło w powietrzu jak zwierzę. Zwróciło pysk w moją stronę i zawarczało. – No dawaj, wykolejeńcu…
Rzuciło się w moją stronę, więc prawą ręką podniosłam ścianę z krwi, a lewą zaczęłam kombinować nad skleceniem pistoletu. Kurna, to nie było łatwe. Ono napierało na ścianę jak dzikie, co bynajmniej mi nie pomagało w skupieniu. Wszystkie części były gotowe. Połączyłam je, i w mojej dłoni spoczął ciężki czerwony pistolet z krwi. Pociski z żelaza. To zajęło mi najwięcej czasu.
Spojrzałam na ścianę, coraz bardziej popękaną. Ono miało pianę na szczękach, warczało i piszczało jak wygłodniała hiena.
- Żryj to, śmieciu.
Wymierzyłam prosto w jego głowę. Huk wystrzału rozszedł się po całej Arenie. Niestety Ono odskoczyło. Rozwaliłam mu rękę. Krwawy ochłap zwisał na ścięgnie, a Ono darło japę w niebogłosy. Nie z bólu. To coś się śmiało.
Jeszcze kilkakrotnie próbowałam to trafić. Nic nie podziałało. Ból sprawił, że Ono zwiększyło obroty, tempo jego ruchów podskoczyło o pięćdziesiąt procent. Kurwa, robi się niebezpiecznie.
Ścisnęłam w dłoni pistolet, a ten na powrót zmienił cię w czerwoną ciecz. Tylko pociski były już nie do odzyskania. Z cichym chlupnięciem zatonęły w krwi pod moimi nogami.
Potrzebowałam broni. Szybkiej, jak ja sama. Pistolet jest zbyt wolny. Nie oszukujmy się, nie jesteśmy przecież ludźmi… Obie ręce zanurzyłam aż po nadgarstki i obserwowałam Ono. Siedziało w bezpiecznej odległości liżąc czarnym językiem miejsce, w którym miało jeszcze nie dawno dłoń. Z jego oczu mogłam wyczytać jedno; zjem cię.
- Kością ci w gardle stanę. – wyjęłam dłonie i oceniłam jakość broni.
Dwa przedłużenia ramion. Dwa niezwykle cienkie noże obusieczne. Tupnęłam nogą i przecięłam na pół każdą kroplę, która wzbiła się ponad ziemię. Na Onym nie zrobiło to wrażenia, ale publika była już na granicy swoich możliwości. Miałam wrażenie, ze zaraz się popłaczą z podniecenia…
Szkoda, że teraz nic nie zobaczą.
Gdy wzięłam rozbieg, wszystko się rozmyło. Nie było już ziemi i nieba. Byłam Ja, Ono i Walka na śmierć i życie. Pierwsze cięcie przeszło gładko.
- Teraz lepiej. Teraz już tego nie wyliżesz…
Ta sama ręka, w którą trafiłam żelazną kulą, opadła teraz na ziemię. Ono przez chwile jakby tego nie zauważyło. Powoli odwróciło się w moją stronę i machnęło ogonem.
A potem rozpętało się piekło...
Mam dzięki temu szanse. Szansę na wygraną z tym czymś. Tak, Ono wiło się naprzeciwko mnie. W tym roku ta bestia już nawet nie przypominała człowieka. Długi do ziemi włosy umazane krwią mojego przyjaciela. Policzki rozerwane aż do uszu, to pewnie przez to, że niemal jak pies trzymało jego tułów między zębiskami. Boże, to coś miało kły. Jak rekin. Było niskie, dziwnie zbudowane. Jak nie do końca rozwinięty płód. Czy ja dobrze widzę? Ogon? Łysy ogon wystawał zza przepaski z skóry. Gdyby miało rogi, uwierzyłabym już nawet, że to diabeł.
Drgnęło we mnie przerażenie. Co da mi krew całego świata w walce z szatańskim pomiotem? Nie! Muszę wierzyć w wygraną. Muszę żyć. Mam cel, który chce zrealizować!
- No chodź, chodź… No dawaj!!! – Ono węszyło w powietrzu jak zwierzę. Zwróciło pysk w moją stronę i zawarczało. – No dawaj, wykolejeńcu…
Rzuciło się w moją stronę, więc prawą ręką podniosłam ścianę z krwi, a lewą zaczęłam kombinować nad skleceniem pistoletu. Kurna, to nie było łatwe. Ono napierało na ścianę jak dzikie, co bynajmniej mi nie pomagało w skupieniu. Wszystkie części były gotowe. Połączyłam je, i w mojej dłoni spoczął ciężki czerwony pistolet z krwi. Pociski z żelaza. To zajęło mi najwięcej czasu.
Spojrzałam na ścianę, coraz bardziej popękaną. Ono miało pianę na szczękach, warczało i piszczało jak wygłodniała hiena.
- Żryj to, śmieciu.
Wymierzyłam prosto w jego głowę. Huk wystrzału rozszedł się po całej Arenie. Niestety Ono odskoczyło. Rozwaliłam mu rękę. Krwawy ochłap zwisał na ścięgnie, a Ono darło japę w niebogłosy. Nie z bólu. To coś się śmiało.
Jeszcze kilkakrotnie próbowałam to trafić. Nic nie podziałało. Ból sprawił, że Ono zwiększyło obroty, tempo jego ruchów podskoczyło o pięćdziesiąt procent. Kurwa, robi się niebezpiecznie.
Ścisnęłam w dłoni pistolet, a ten na powrót zmienił cię w czerwoną ciecz. Tylko pociski były już nie do odzyskania. Z cichym chlupnięciem zatonęły w krwi pod moimi nogami.
Potrzebowałam broni. Szybkiej, jak ja sama. Pistolet jest zbyt wolny. Nie oszukujmy się, nie jesteśmy przecież ludźmi… Obie ręce zanurzyłam aż po nadgarstki i obserwowałam Ono. Siedziało w bezpiecznej odległości liżąc czarnym językiem miejsce, w którym miało jeszcze nie dawno dłoń. Z jego oczu mogłam wyczytać jedno; zjem cię.
- Kością ci w gardle stanę. – wyjęłam dłonie i oceniłam jakość broni.
Dwa przedłużenia ramion. Dwa niezwykle cienkie noże obusieczne. Tupnęłam nogą i przecięłam na pół każdą kroplę, która wzbiła się ponad ziemię. Na Onym nie zrobiło to wrażenia, ale publika była już na granicy swoich możliwości. Miałam wrażenie, ze zaraz się popłaczą z podniecenia…
Szkoda, że teraz nic nie zobaczą.
Gdy wzięłam rozbieg, wszystko się rozmyło. Nie było już ziemi i nieba. Byłam Ja, Ono i Walka na śmierć i życie. Pierwsze cięcie przeszło gładko.
- Teraz lepiej. Teraz już tego nie wyliżesz…
Ta sama ręka, w którą trafiłam żelazną kulą, opadła teraz na ziemię. Ono przez chwile jakby tego nie zauważyło. Powoli odwróciło się w moją stronę i machnęło ogonem.
A potem rozpętało się piekło...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)