niedziela, 28 grudnia 2014

Dilerka 3

Dziewczynka wyglądała na sześć lat. Długie blond włoski ,upięte na czubku głowy, były zadbane. Ubranie porządne, wyprasowane i baaardzo urocze. Na pewno ma dobrą mamę. Taka myśl nasuwa się przechodniom, gdy ją widzą. Jaka szkoda, że się mylą. La, była jedną z bliźniaczek. W skrócie, od dwudziestu lat wyglądają jak małe rozkoszne smarkule. Pieprzone wampy…

   - Po co przylazłaś? Gdzie jest Lu? – Jak zwykle wystrzeliłam w jej kierunku pytania na które nie będzie odpowiadać. Od tego jest Lu.

   - Jak zwykle brak ci powściągliwości Headhunter… Jestem gdzie byłam.

   Lu i La wyglądały jak dwie krople wody. La prowadziła jednostronną konwersacje, Lu odpowiadała na pytania. Zawsze zagadkami, naokoło, unikając jasnego przekazu. Obydwie były członkiniami Drugs Klawe. Można by powiedzieć, że są moimi szefowymi, ale raczej trudno sprecyzować ich stanowisko. Co robią? W jaki sposób nikt ich jeszcze nie zabił, skoro szlajają się po slumsach, sypiąc Kokainę na prawo i lewo?

   - Mamy towar na sprzedaż dla Goryla. – La patrzyła w nieokreślonym kierunku. – Wszystko co zamawiał, ale bez obaw, znajdzie się też coś dla ciebie.

   - Macie ten proszek? – Odsłoniłam zdrowe oko i obserwowałam przechodniów. Plecy szczypały mnie z zimna, ale nie miałam zamiaru rezygnować z bezpieczeństwa jakie gwarantowała mi ściana.

    - A co szaraczki zdychają? – Lu zachichotała jakby właśnie usłyszała kawał życia. Mówiła o morderstwie, co świadczy o tym jak bardzo są popieprzone. – Cenna klienteria idzie do piachu, a świeżynek brak?

      - Morda. Po prostu chce się zabezpieczyć. – przezroczysty proszek. Trzy miligramy na kilo towaru, a szaraczki nie mogą przestać brać, od pierwszego skręta, kreski, łyżeczki. Środek silnie uzależniający.

    - Zobaczymy co na to Goryl. Poza tym, brałaś pół roku temu. Nie wiem czy ci się należy. – Lu poprawiła swój cukierkowy płaszczyk i strzepnęła wyimaginowany pyłek, ze swoich pomarańczowych rajstop. – Stać cię?

    Zacisnęłam zęby i powstrzymałam się od wyciągnięcia broni. Nie w miejscu publicznym, ale nie ręczę za siebie jak spotkam te dwa małe wampy na jakimś odludziu… wtedy, zobaczymy, kto jest sprytniejszy. Na peron wjechał mój pociąg. Oderwałam się od ściany i żwawym krokiem weszłam do przedziału. Tuż za mną dreptały La i Lu. Usiadłam obok wyjścia ewakuacyjnego i naciągnęłam na głowę kaptur. Słuchawki, z których nie leciała żadna muzyka, wetknęłam na uszy i udawałam, że kiwam nogą w takt perkusji. To tak dla zmyłki…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)