niedziela, 28 grudnia 2014

Dilerka 22

W jego oczach nie było strachu, tylko szacunek. Bezgraniczny szacunek dla swej bogini, którą będę musiała przewyższyć, by przeżyć.

   - Nemezis?

   - Tak. Nemezis.

   - Przekaż jej, że liczę na dobrą walkę.

   - Postaramy się odesłać Cię na tamten świat jak najgodniej.

   Niby sztywno. Ukłoniliśmy się jak dwójka angielskich dżentelmenów. Napięłam linkę i odskoczyłam od Mnicha. Nie chciałam rzucać się nań, nie znając jego możliwości. Czym on tak właściwie walczy?!

   - Wyjmij broń.

   - Moją bronią, są pięści, które walczą w imię Nemezis. – Dla podkreślenia wagi swych słów, uniósł obie dłonie i zaprezentował pokaźną kolekcję blizn. – Nie dotykam barbarzyńskich narzędzi śmierci.

   - Rozumiem. Dostosuje się do tego. – Rzuciłam linkę jak najdalej i stanęłam z pozoru bezbronna, naprzeciwko machiny.

    - Dziękuję. Doceniam twą uczciwość. Zacznijmy walkę, skoro już mamy podobne szanse.

   Ponownie odskoczyłam, by ocenić jego szybkość. Przypuścił na mnie szarżę, jak rozwścieczony byk. Mnich był niewyobrażalnie silny, co nie pasowało do jego pokaźnej sylwetki. W ostatniej chwili uniknęłam morderczego ciosu, który skierował w moją czaszkę.

   Upadłam na ziemię i podparłam się rękoma za plecami. Gdy się do mnie odwrócił, odepchnęłam się od twardej nawierzchni i z całej siły kopnęłam  Mnicha  prosto między oczy. Wielkolud pozostał niewzruszony moim atakiem…

   - Rozumiem, że już się rozgrzałaś. Możemy więc zacząć na poważnie?

   Wtedy uświadomiłam sobie, jak trudno będzie z nim wygrać. Przewaga  była zdecydowanie po jego stronie. Muszę obmyślić jakiś plan…

   - Nigdy nie odwracaj wzroku od przeciwnika, i skup się na walce, a nie bujaniu w obłokach. – Mnich skarcił mnie jak dziecko. – Wstań w końcu, nie będę walczył z leżącą kobietą…

   - Wal się…

    Otrzepałam ubranie z ziemi i ustawiłam się w pozycji do obrony. Na razie nie mam innych pomysłów. Zdecydowanie zepchną mnie do defensywy…

   Zaczynałam żałować wyrzucenia linki.

   Głupia duma.

   Szczególnie, że Mnich znów zaczął mnie atakować. Uniknęłam większości ciosów, głównie dzięki szczęściu. Nie widziałam jego rąk. Brakuje mi siły. Zużyłam za dużo energii na walkę z Onym.

    Skup się Eria! Skup się na jego rękach!

   Próbowałam śledzić jego ruchy, naprawdę! Ale to nic nie dawało. Nim zobaczyłam jego prawą pięść, było już za późno. Silne uderzenie w brzuch odepchnęło mnie do tyłu na kilka metrów. Przed oczami widziałam tylko czarny śnieg.

   Upadek był niezwykle bolesny. Całe ciało zdrętwiało w jednej chwili, a gdy obróciłam się na bok, zaczęłam pluć krwią.

   - O kurwa… - Ostatni haust krwi zachlapał mi całą bluzkę. – Muszę coś…

   - I oby Bogowie byli wobec Ciebie łaskawi. – Mnich wypowiedział ostatni wers modlitwy do zmarłych i ponownie wymierzył mi silny cios.

   Poczułam jak kilka żeber łamie się z cichym gruchnięciem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)