niedziela, 28 grudnia 2014

Dilerka 5

Szaraczki to zwykle głupia dzieciarnia, chcąca zaszpanować. Szaraczki to ćpuny, które nie znają umiaru. Dlatego nie ma dla nich miejsca w bazie. Jeżeli Goryl wpuszcza je na imprezy, to, to oznacza tylko jedno. Nie mamy tu do czynienia z ludźmi.

    Do bazy podbiegłam od tyłu. Weszłam do środka schodami pożarowymi i bezszelestnie przemknęłam obok pokoju Goryla. Zapukałam do drzwi pięć razy i kopnęłam raz. To taki znak, że wkraczam do akcji. I bynajmniej nie chcę, by szefuncio plątał mi się pod nogami…

    - Ej! Headhunter! – Goryl wydzierał się za drzwiami. – Powodzenia!

   - Spoko! Nie dam się byle czemu!

   - Zapamiętam to. I jeszcze jedno. Nie daj się zabić.

   - Bez łaski dupku, bez łaski…

    Wyjęłam broń zza uprzęży i zakasałam rękawy. Jeśli ta gruba dupa każe mi przeżyć, to mogę się szykować na ostrą jazdę. Hej, ho, lets go! Jednym kopnięciem otworzyłam wielki drzwi, prowadzące do pokoju, w którym odbywały się wszystkie imprezy. W lewym rogu, od zarania dziejów, stał bar, w którym można dostać niemal wszystko. Dookoła całego parkietu poustawiano okrągłe stoliki, udekorowane małymi fajkami wodnymi.  Pod sufitem, zawieszono (obowiązkową!) kulę dyskotekową, która rzucała na salę złote refleksy. Nic się tu nie zmieniło. Nooo… Może poza tym drobnym szczegółem. Nie pamiętam, by ostatnio walały się tu jakieś zwłoki…

    Szaraczki, okazały się być ofiarami skutku ubocznego, naszego cudownego Szaraczkus Wabius. Konkretnie, po przedawkowaniu (Co jest niemal niemożliwe!) nabierasz ochoty na, jak widzę, wciąganie kresek z jelita swojej dziewczyny. Dosłownie. Chłopak, na oko dwudziestoletni, trzymał na kolanach niezłą laskę, w różowej mini, obcisłym brokatowym topie i fluorescencyjnej bojówce. O! i jeszcze ta ziejąca dziura w brzuchu!

   - Boże… Z roku na rok jest z nimi coraz gorzej. EJ! ŚMIECIE! ZATAŃCZYMY?! – Osiągnęłam swój cel. Wszystkie przekrwione oczęta, zwróciły się ku memu skromnemu obliczu.

   Efekt, był taki jak zwykle. Najpierw, w spowolnionym tempie, kilka osobników porzucało swoje dotychczasowe zajęcia. Wstawali z krzeseł, odrzucali kawałki ciał na bok, przestawali podrygiwać na parkiecie, w rytmie Trans Techno.  Jak jeden mąż sunęli w moją stronę. Powolutku, pomalutku… Zdążyłam się przygotować w każdym calu. Broń z pełnym magazynkiem, jest! Sztylety w ukrytych kieszeniach są? Są! Buty zasznurowane? Tajesss! No to do dzieła.

   Doskoczyłam do pierwszego celu i włożyłam mu pistolet, prosto do rozdziawionej paszczy. Pociągnęłam za spust i pierwszy huk wystrzału wypełnił całą salę. Chłopak osuną się bezwładnie na ziemię. Martwy.

   - Pierwsza działka, zaaawsze graaatis, przystojniaczku. – ogarnęło mnie to cudowne uczucie, które towarzyszy tylko zabijaniu. Adrenalina pompowana na wysokich obrotach, była jak miód na moje serce. – Chcecie więcej? Płaćcie moje małe szaraczki! Płaćcie swoim życiem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)