Ciało nastolatka osunęło się na ziemie z cichym plaśnięciem. Był martwy. Otoczona przez dwudziestkę jemu podobnych istot, zaczęłam się poważnie zastanawiać czy dam radę. Oni wszyscy byli martwi. Ale dopiero gdy srebrne kule, wystrzelone z moich rewolwerów, przebiją ich czaszkę i rozprysną się w mózgu, będę miała pewność, że są naprawdę martwi. Zombie? Nie, ja bym to raczej określiła jako „Zachłanny Nastolatek Chcący Wylizać Me Kości…”.
- Kurwaaa… - Wyciągnęłam z kieszeni mój odtwarzacz MP3 i wcisnęłam w uszy słuchawki. Bez muzyki nie dam im rady.
Gdy kawałek Demigods zahuczał na pełnych obrotach, poczułam, że jestem w stanie zrobić wszystko. Stanęłam w rozkroku i wymierzyłam obiema rękami. ŁUP, ŁUP!!! Kolejne ciała osunęły się na posadzkę. Osiemnaście. Doskoczyłam do grupki byłych dziewczyn i ścięłam je nogą, po jednym strzale w głowę. Piętnaście. Poczułam jak czyjaś ręka chwyta mnie za bark. Odwróciłam się napięcie i stanęłam twarzą w twarz z jakimś obdartusem.
- Cześć, piękny!- Uderzył mnie w brzuch z siłą jaką mogą posiadać tylko naćpane szaraczki. Piękna czarna konstelacja przefrunęła mi przed oczami. Kurwa.
Wbiłam mu rewolwer w ucho, przebijając się przez czaszkę i wystrzeliłam z szewską pasją. Teraz miarka się przebrała. Nie ma taryfy ulgowej. Wszyscy zdechną w męczarniach… Opuściłam obie ręce i pozwoliłam by ukryte noże wysunęły się ze skrytek w rękawach, prosto w moje ręce. Pierwszy nóż poleciał w stronę jakiegoś chłopaczyny, drugi wbił się prosto w piękne zielone oko, należące niegdyś do typowej szkolnej piękności.
- Żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek, hłehłehłe… - Dwanaście.
Później rozpętałam piekło, przy którym Afganistan to piknik przedszkolaków. Cała umazana w ludzkiej krwi i flakach, udałam się prosto do pokoju szefa. Zdałam mu krótką relacje z walki, dostałam opiernicz za zdemolowanie sali od imprez i rachunek. Za tę jego kiczowatą kule dyskotekową. No co poradzę, sama spadła! A to ciało pod nią? No kurde, wszystkich szaraczków nie upilnuje, pewnie sam ją zwalił, fagas jeden…
- Dobra, żarty żartami, po co przyszłaś? – Goryl nigdy mi nie podziękował za uratowanie jego tłustej dupy.
- Przyszłam po prochy, o ile oni wszystkiego nie wszamali. – Wskazałam na jakąś bliżej nie zidentyfikowaną część szaraczkowego ciała (czy mi się wydaje czy to jest pieprzona śledziona?!).
- HEADHUNTER!!!!!!!!!! – La stała w drzwiach do Sali. Była zdyszana, potargana i wściekła. Piękny widok. Wyszczerzyłam się głupawo i pomachałam jej ręką należącą do szaraczka. – T-ty..
- Ja ciebie też La. – Roześmiałam się głośno. Należało się im. Cholerne wampy…
- Dlaczego nam nie pomogłaś?! Musiałyśmy jechać Stopem, bo ten debil od motorów nie chciał nam nic wypożyczyć! Że już nie wspomnę o tym gościu co nas podwoził! Zbol jakiś! Ciągle się na nas patrzył tymi swoimi świńskimi oczkami!
- Gdzie teraz jest? – Pytanie iście retoryczne, te wampy pewnie…
-W jakimś rowie. Po raz pierwszy prowadziłam samochód… - Zza pleców La, wyszła jej siostra bliźniaczka Lu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)