No cóż, kurna, inaczej nie dało się tego rozegrać… Wyczyściłam broń z krwi i włożyłam do magazynu. Pozostałe sześć oręży wpakowałam do torby i wyniosłam na Arene. Nie będę miała czasu na zmiany poprzez asystenta, więc sama sobie wszystko zorganizuje…
- Dawaj następnego.
- Pojedynczo?
- Nie, kurwa, stadami… zastanów się debilu… Tak! Pojedynczo! Nie jestem maszyną, też się kiedyś męczę…
- Tak jest. Czy coś jeszcze?
- Zgiń.
- Obawiam się, iż wykracza to poza mój zakres obowiązków… - Obrócił się napięcie i wymaszerował z Areny, pozostawiając mnie samą z moimi sadystycznymi myślami.
Dupek – pomyślałam. Kiedyś, tak ze sto lat temu, asystenci byli na tyle przydatni, że nawet mogli masaż plecków zrobić, a teraz… Ach, ta młodzież z probówki…
Wyciągnęłam z kieszeni torby batona i puszkę napoju energetycznego. Muszę uzupełnić energię, czeka mnie sześć walk, a broń jaka mi pozostała woła o pomstę do nieba, więc będę musiała się napracować…
Po posiłku przez chwilę rozciągałam zmęczone ciało i czekałam aż wszyscy widzowie powrócą z budek, w których dokonywano zakładów. Większość miała raczej kwaśne miny – pewnie liczyli, że zginę…
- Ej! Ty! Czterooki! Dawaj następnego!
- Jak pani sobie życzy…
Drzwi prowadzące na arenę otworzyły się szeroko, a na pole walki wkroczył dumnie jakiś mały szczyl.
Wybrałam z pakunku moje ulubione kastety i założyłam je na ręce. Ich plusem były ogromne kolce, które zostały namoczone w truciźnie. Jedna mała ranka i z szczeniaka zostanie worek mięsa do przerzucania. Natychmiastowy paraliż. Później, będę mogła go dobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)