Zginą w jego szczękach. Krew rozlała się na całej arenie, zarówno jego, jak i innych pokonanych Dilerów. Ono leżało na ringu, dookoła siebie, rozrzuciło zmasakrowane szczątki, które niegdyś należały do dumnego Aleksandra…
Stanęłam jak wryta. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Czy w tym roku Ono było chowane w Afganistanie?! Jeśli on nie dał rady, to jakie szanse mam ja? Za mną już czterech przeciwników, do walki z Onym zostało mi więc sześć rodzajów broni. Czy słusznie wykorzystam teraz ten bat?
Zawołałam asystenta.
- Wpuść dwóch na raz, nie mam czasu i chęci…. – W jego oczach dostrzegłam pogardę, którą postanowiłam zdusić w zarodku – Jeśli uważasz że nie dam sobie rady, to po cholerę za mną łazisz? Spierdalaj… - Od niechcenia machnęłam ręką, uderzając go w splot słoneczny.
Upadł na ziemię jak szmaciana lalka. To wciąż tylko człowiek, nie ma ze mną szans…
Podniosłam wysoko głowę i wyprostowałam plecy, gdy wmaszerowałam na Arenie. Wszyscy poderwali się z miejsc gwiżdżąc i skandując moje imię. „Eriaaa” Odbijało się echem w mojej głowie. Miałam dość tych worków z mięsem, szastających kasą na bilety, tylko po to, by zobaczyć jak ludzie walczą z takimi jak ja. Z Dilerami. Wszystko dzieje się naprawdę. Śmierć, krew i ból, są nieodłączną rozrywką na walkach o przejęcie statusu ochroniarza jakiegoś przedstawiciela Gangu… W tym roku mam zamiar wygrać, dziesięć lat temu, byłam nie doświadczoną wojowniczką, teraz wiem, że Ono ma słaby punkt i zamierzam go wykorzystać…
Wyjęłam zza pasa bat i trzasnęłam rzemieniem ponad głową, wywołując na trybunach już niemal zbiorową histerię. Uśmiechnęłam się pod nosem na myśl o walce z dwójką przeciwników na raz.
Pierwszy wmaszerował głównym wejściem, między oparami dymu. Potężny mężczyzna z ogromnym mieczem w rękach. Tuż za nim dreptała nieśmiało malutka dziewczynka, ubrana w kontrowersyjną i wyzywającą sukienkę.
Dziecko nie miało broni, nie wyglądało groźnie, ale coś w niej sprawiało, że moje poczucie bezpieczeństwa malało do zera. Biła od niej nienawiść i bezduszna obojętność nad losem świata i ludzi. Miała oczy jak Ono. I to przeważyło szalę na jej niekorzyść…
- Ej, młoda. Plac zabaw to to nie jest, ale postaram się zapewnić ci wystarczająco dużo rozrywki…
- Oj, oj, oj!!! HeadHunter?! Zawsze chciałam się z tobą pobawić! Jesteś moją mistrzynią!
- Pamiętaj, że uczeń nigdy nie dościga mistrza! – To powiedziawszy rzuciłam się w jej kierunku…
Stanęłam jak wryta. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Czy w tym roku Ono było chowane w Afganistanie?! Jeśli on nie dał rady, to jakie szanse mam ja? Za mną już czterech przeciwników, do walki z Onym zostało mi więc sześć rodzajów broni. Czy słusznie wykorzystam teraz ten bat?
Zawołałam asystenta.
- Wpuść dwóch na raz, nie mam czasu i chęci…. – W jego oczach dostrzegłam pogardę, którą postanowiłam zdusić w zarodku – Jeśli uważasz że nie dam sobie rady, to po cholerę za mną łazisz? Spierdalaj… - Od niechcenia machnęłam ręką, uderzając go w splot słoneczny.
Upadł na ziemię jak szmaciana lalka. To wciąż tylko człowiek, nie ma ze mną szans…
Podniosłam wysoko głowę i wyprostowałam plecy, gdy wmaszerowałam na Arenie. Wszyscy poderwali się z miejsc gwiżdżąc i skandując moje imię. „Eriaaa” Odbijało się echem w mojej głowie. Miałam dość tych worków z mięsem, szastających kasą na bilety, tylko po to, by zobaczyć jak ludzie walczą z takimi jak ja. Z Dilerami. Wszystko dzieje się naprawdę. Śmierć, krew i ból, są nieodłączną rozrywką na walkach o przejęcie statusu ochroniarza jakiegoś przedstawiciela Gangu… W tym roku mam zamiar wygrać, dziesięć lat temu, byłam nie doświadczoną wojowniczką, teraz wiem, że Ono ma słaby punkt i zamierzam go wykorzystać…
Wyjęłam zza pasa bat i trzasnęłam rzemieniem ponad głową, wywołując na trybunach już niemal zbiorową histerię. Uśmiechnęłam się pod nosem na myśl o walce z dwójką przeciwników na raz.
Pierwszy wmaszerował głównym wejściem, między oparami dymu. Potężny mężczyzna z ogromnym mieczem w rękach. Tuż za nim dreptała nieśmiało malutka dziewczynka, ubrana w kontrowersyjną i wyzywającą sukienkę.
Dziecko nie miało broni, nie wyglądało groźnie, ale coś w niej sprawiało, że moje poczucie bezpieczeństwa malało do zera. Biła od niej nienawiść i bezduszna obojętność nad losem świata i ludzi. Miała oczy jak Ono. I to przeważyło szalę na jej niekorzyść…
- Ej, młoda. Plac zabaw to to nie jest, ale postaram się zapewnić ci wystarczająco dużo rozrywki…
- Oj, oj, oj!!! HeadHunter?! Zawsze chciałam się z tobą pobawić! Jesteś moją mistrzynią!
- Pamiętaj, że uczeń nigdy nie dościga mistrza! – To powiedziawszy rzuciłam się w jej kierunku…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)