niedziela, 28 grudnia 2014

Dilerka 20


     Kastety ciążyły w moich rękach. Wciąż odczuwałam skutki walki z Onym. Byłam zmęczona. Na kosę zużyłam niemal cały limit krwi. Dam radę.

   - Cześć. – Młody trzymał się na dystans i odskakiwał za każdym razem, gdy się zbliżałam. – Mogłabyś się przedstawić?

   - Nie witam się z ofiarami.

   - Jesteś zbyt pewna siebie, nawet nie wiesz czym walczę… - sięgną rękoma za plecy i wyciągną zza nich dwa ciężkie shotguny. – Teraz nie będzie tak wesoło.

   - Taaak? I ty mi mówisz o pewności siebie? – zaśmiałam się na widok chudego szczyla z bronią… Dzieciak prawi mi morały, a sam leci na swojej pewności…

   W nagrodę za rozbawienie, zabije go wolno…

   Udałam, że potknęłam się o kamień, i tak jak podejrzewałam, zaczął strzelać z obydwu nieprzerwaną serią pocisków. Pistolety miały magazynki. tak tylko Wam przypomnę. W magazynkach jest  OGRANICZONA ilość naboi.

   Przeturlałam się szybko kilka metrów do tyłu i odbiłam się dłońmi od ziemi, by wstać jednym ruchem. Podskoczyłam gdy z furią strzelał mi po nogi, myśląc, że panuje nad sytuacją. Śmiał się ze mnie i mówił „Tańcz dziwko!!!”…

   Wszystko. Wszystkie wyzwiska na klatę. Śmieje się wszystkim w twarz. Ale nie dziwko. Za to zabijam. Nienawidzę, gdy kobiety które nie są wrakami, nazywa się dziwkami. Nie daje dupy na prawo i lewo, więc zaszlachtuje gówniaża, niech wie, jaki mam fetysz…

   - Ciekawe jak szybko odbijesz to…

   Podkręciłam tępo tej żałosnej walki. Czas przejąć inicjatywę.  Szczeniak mnie nie interesuje. Interesuje mnie jego zgon.

   Zatrzymałam się tuż przed jego twarzą, która nawet nie zdążyła zmienić wyrazu z obrzydliwego triumfu na strach. Chwyciłam go za rękę i przyłożyłam sobie pistolet do skroni.

   - Strzelaj. – Oczywiście jak dziki zaczął naciskać na spust, a ja śmiałam się jak opętana. Naboje się skończyły.

   Drugim pistoletem uderzył mnie w brzuch. Wytrzeszczyłam oczy i zgięłam się w pół. Zaczęłam kasłać i plułam śliną jakby mój żołądek został wgnieciony w kręgosłup.

   - G-giń dziwko.

   - Nie. Jeszcze nie teraz… - Znów zaczęłam się śmiać. Boże, jaki on jest naiwny…

   Wbiłam mu kolce w piszczel, miażdżąc kość i przekręciłam kastet, dzięki czemu jego łydka oddzieliła się od reszty ciała. Sama to zaprojektowałam.

   - Nigdy nie bądź pewny śmierci swojego przeciwnika, dopóki nie zdechnie Ci on w ramionach.

   Wyjącego szczeniaka zarzuciłam sobie na plecy i zaniosłam do pala.

   Nabiłam go nie używając siły. Powolutku, ciężar jego ciała osuwał go na dół. Aż położył się na reszcie ścierwa. Wtedy jego serce przestało bić. Krew zakrzepła w żyłach. Umarł.

    -Dawać następnego... - powiedziałam do asystenta, który pojawił się znikąd... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)