niedziela, 28 grudnia 2014

DIlerka 25


  Doskoczyłam do mojej przeciwniczki i wystrzeliłam strumień ciekłego azotu prosto w stronę  jej twarzy. Niestety zdążyła zrobić unik i skierowała we mnie broń. Wystrzeliła i upadła na tyłek.

  Kula musnęła mój policzek, naskórek rozdarł się w jednym miejscu, a odsłonięte mięso zaczęło płonąć.

  Czym ona kurwa strzela?!

  Przyłożyłam rękę do zranionego policzka, spodziewając się poparzenia, ale... ku mojemu zaskoczeniu, miałam tylko tycią, niemal mikroskopią rankę.  A ja mam wrażenie, że trzymam połowę swojej twarzy w piecu...

  - Co to ma być do cholery jasnej, ja się pytam?!

  - Trucizna - odparła i szybko zasłoniła usta wierzchami dłoni, by nie zaciąć się swoją bronią. Najwyraźniej to miał być jej mały sekret. Całe szczęście, że nie umie trzymać języka za zębami...

  Postanowiłam ignorować ból.

  Ponownie natarłam na przeciwniczkę, która zdążyła już wstać...

  Uniknęłam kilku machnięć mieczem, które ewidentnie miały trafić mnie, ale że ta dziewczyna, jest równie kiepska w te klocki jak głupia, to z łatwością ich uniknęłam...

  Zalałam ogromną falą jej prawe udo, przymarzając je tym do ziemi. "Beton" od została unieruchomiona.

  Uśmiechnęłam się cierpko pod nosem i zaczęłam nucić marsz żałobny, będąc w stu procentach pewna swojego zwycięstwa. Wtedy właśnie, jej miecz nacią delikatnie moje udo. Kolejna fala ognia zalała moje ciało, powalając mnie na kolana.

  Krzyknęłam głośno i przycisnęłam dłoń do zranionej nogi.  Znów płytka rana, znów tyle bólu. Pieprzona trucizna, pieprzony ogień!

  - Wykończę Cię za to suko!

  Stękając przy tym jak staruszka, zalałam jej ręce, którymi celowała we mnie z obydwu broni.

  "Beton" pisnęła przerażona i zaczęła autentycznie płakać jak dziecko, które się potknęło na chodniku i zdarło skórę z kolan. W tej scenie brak tylko mamusi, która pocałowałaby ją w zranione miejsce.

  - Nawet nie wiesz jak mnie to boli ty mała zdziro. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaki ogień mnie pali.

  - Przepraszam! Przepraszam! Och, proszę, oddaj mi moje dłonie! Chcę moje ręce...

  - Nie oddam Ci ich. Nie da się. Ale postaram się zająć Twoją uwagę istotniejszymi brakami...

  Chwyciłam ją za włosy i przyłożyłam lufę na środek czoła. Powoli i delikatnie nacisnęłam spust, obserwując jak cienka strużka ciekłego azotu spływa po jej głowie, niknąc w mizernym dekolcie. Zamarznięta skóra pokrywała się warstewką szronu i pękała w niektórych nazbyt napiętych miejscach, ukazując moim oczom na wpół zamarznięte mięso fioletowego koloru.

  Jej całe ciało zamieniało się w nowoczesną rzeźbę Królowej Śniegu, Jedynie oczy, wywinięte do góry białkami pokazywały, że mam do czynienia z osobą wciąż żywą. Drgania powiek nasiliły się, gdy azot zalał całe ciało, przez chwilę przyglądałam się ich chaotycznym ruchom, po czym puściłam jej włosy, gdy zamarły, dając znak, że rzeźba jest martwa.

  - CZY MAM JĄ ZAMIENIĆ W PUZZLE?!

  Tłum zrozumiał, co mam na myśli. Wszyscy poderwali się z miejsc, skandując wynik tej walki.

  Odsunęłam się kilka kroków od stojącego posągu i biorąc lekki rozbieg, kopnęłam groteskową konstrukcję z półobrotu prosto w głowę, która z głośnych hukiem oderwała się od reszty ciała i przeturlała przez pół Areny.

  Resztę ciała powaliłam następnym kopniakiem i z rozkoszą obserwowałam jak zamienia się w dziesiątki części, które sprzątaczki będą musiały zamieść szczotkami...

  Podniosłam z ziemi jej głowę i rzuciłam nią w stronę palu.

  Trafiłam idealnie, wylądowała tuż obok kilku trupów, których z jakiejś przyczyny jeszcze nie nadziałam na szaszłyk z wrogów...

  Walka dobiegła końca, w momencie, gdy Dilerce przestało bić serce.

  Zostały mi trzy bronie.

  Dwóch przeciwników.

  I niewiele czasu.

  Zdążę? 

1 komentarz:

  1. Fajne to opowiadanie, dużo brutalnych scen. Daje lajka, będę często wpadał.

    OdpowiedzUsuń

Spam i promowanie własnej twórczości bez powodu (i bez przeczytania Dilerki) OSUWAM BEZ LITOŚCI. A jeśli jesteś czytaczem, to witaj :D Zapraszam do krytykowania, chętnie poczytam ;)